drukuj

Góra urodziła mysz

Fot. archiwum

Koalicja miejska prze do ankietowania nas, mieszkańców Lubartowa, w sprawie sortowni przy ulicy Lipowej. Ma ją poprzedzić kampania informacyjna z podstawowymi informacjami na jej temat.

 Nie miałem wątpliwości, że owa kampania (dez)informacyjna będzie stronnicza i pozbawiona obiektywizmu. Dobrze, że komitet protestacyjny nie brał w tym udziału, ponieważ legitymizowałby efekt, na który nie miałby wpływu. Oto bowiem ukazała się owa, pożal się Boże, „informacja" w miejskim tygodniku „Lubartowiak". Już na pierwszy rzut oka widać, że to propagandówka z założoną z góry tezą.

Bez ceregieli, na wstępie autorzy piszą, że wspomniana lokalizacja wywołuje sprzeciw „niektórych mieszkańców Lubartowa". Ma to zatem znaczyć w przekazie medialnym, że pozostała masa mieszkańców, z wyjątkiem tych kilku oszołomów, popiera ją. I nie ma tu znaczenia, że nikt, dosłownie nikt, nie poparł publicznie tej lokalizacji. Oczywiście uczciwej i prawdziwiej byłoby napisać, że tej lokalizacji „sprzeciwia się znaczna część mieszkańców", ale po co wywoływać wilka z lasu. Prawda?

Dalej jest jeszcze ciekawiej. Autorzy tej w sumie agitki twierdzą, że „...Nowe prawo i brak zakładu segregacji spowoduje dla mieszkańców zwiększenie opłat za śmieci". Gdzie to pisze w przywołanej ustawie śmieciowej, już nie raczyli napisać. Nie dziwię się temu, bowiem nic takiego z owych przepisów nie wynika. To po prostu nieprawda. Co więcej, może się bowiem okazać, że skutek będzie wręcz odwrotny: to budowa sortowni w Lubartowie może podnieść opłaty za odbiór śmieci.

W świetle analizy opłacalności budowy sortowni w Lubartowie przy ulicy Lipowej, eksploatacja tej sortowni będzie nieopłacalna przez długie lata. Nawet rzędu ok. 2 mln zł rocznie.. Przy ilości 50 tys. mieszkańców tych 5-ciu Gmin, które należą do Komunalnego Związku Międzygminnego, daje to około 40 zł więcej „na łebka", niż dzisiaj w spółdzielni (2 mln : 50 tys. = 40 zł).

Oczywiście stratę będzie można zmniejszyć, „importując" śmiecie z bliższych i dalszych gmin do sortowni miejskiej położonej blisko wrażliwych na zanieczyszczenia zabudowań typu ujęcie wody, cmentarz, budynki mieszkalne. Ale o takiej możliwości cicho sza; lepiej przed ankietą nie denerwować ludzi...

Jest możliwość, że po wejściu w życiu przepisów tej ustawy opłaty za śmiecie zdrożeją. Ale bynajmniej nie z powodu braku zbudowanej sortowni. Jeśli bowiem władze miejskie nie dogadają się odpowiednio wcześnie z właścicielami innych punktów odbioru śmieci i nie przeprowadzą optymalnie przetargów dla przedsiębiorców na odbiór odpadów, to faktycznie; tak może się stać. Z drugiej strony, jeśli negocjacje w tej sprawie będą prowadzone prawidłowo i przetargi zostaną zrobione porządnie, to owe ceny mogą wręcz spaść. I budowa sortowni w Lubartowie nie ma tu żadnego znaczenia.

W omawianej „informacji" jest też miejsce na przynętę. Wspomina się w niej bowiem o planowanych 30 miejscach pracy. Nie wspomina się jednak, ze to niskopłatna praca w wyjątkowo trudnych warunkach z maskami na twarzy. Nie dodaje się też, że sortownie zaczynają wychodzić z „mody" i fachowcy, jak np. prof. Neterowicz (http://www.portalsamorzadowy.pl/gospodarka-komunalna/musimy-palic-a-nie-... ) namawiają do budowy spalarni z najnowocześniejszą w Europie polską technologią.

W kolejnych ustępach cytowanej „informacji" jej autorzy, jak to łaskawcy, podają w końcu jakieś argumenty przeciwko lokalizacji sortowni przy ulicy Lipowej. „Jakieś" – to dobre słowo, ponieważ oznacza też „nie wszystkie i nie najważniejsze". Piszą np., że sortownia będzie w „niewielkim oddaleniu od budynków". Rodzi tu się wątpliwość, czy chodzi o stodoły, chlewnie, a może jednak o budynki mieszkalne, jak uczciwiej byłoby napisać. Rozumiem, że napisanie o „niewielkim oddaleniu od osiedli mieszkaniowych" to byłby już zdecydowanie zbytek łaski. A gdzie są argumenty o róży wiatrów, o trujących gazach zagrażających ogródkom działkowym, zlokalizowanym w sąsiednich wyrobiskach, o pobliskim cmentarzu? Czytelniku, odpowie ci wiatr, bo chyba nie autorzy...

Można by tak dalej, ale po co? Przecież wszyscy mają już wyrobione zdanie. Czy aby na pewno? Prawdopodobnie trzeba będzie w tej ankiecie wziąć udział. Chociaż uważam ją za nonsensowną, to wezmę w niej udział. Jak w proszonym obiedzie u teściowej – na samą myśl boli mnie nawet proteza, ale przecież może podjąć jakąś decyzję o mnie beze mnie...

Zdjęcia

  • Fot. archiwum
Mam ileś tam lat i na tyle doświadczeń, by na niektóre sprawy reagować pobłażliwe, na inne zaś bez zbędnej zwłoki.
Gregor
Autor:Gregor

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Ela Was
Ela Was sob., 2011-09-24 21:07

szczęśliwy rodzic :)

"A gdzie są argumenty o róży wiatrów, o trujących gazach zagrażających ogródkom działkowym, zlokalizowanym w sąsiednich wyrobiskach, o pobliskim cmentarzu? Czytelniku, odpowie ci wiatr, bo chyba nie autorzy..."

Gdzie są argumenty?! Może tam, gdzie komitet...?

Gregor
Gregor ndz., 2011-09-25 12:15

Dywagacje, wariacje:))

@Ela Was:

Obiektywnej informacji w omawianej "informacji" po prostu nie ma. Takiej wyważonej, przedstawiającej racje obu przeciwstawnych stron. Między innymi dlatego, że jedna z tych stron maskuje swoje rzeczywiste intencje; nie chce się po prostu przyznać, że od początku zamierzała kontynuować działania poprzedniej władzy. Nawet rozumiem taką postawę; popierać jawnie działania byłego Burmistrza w sprawie budowy sortowni przy ulicy Lipowej oznaczałoby zaprzeczenie haseł, pod którymi szło się do wyborów samorządowych. To byłoby przyznanie się do kłamstwa. Po wtóre, trzeba doprawdy niesamowitej krótkowzroczności, żeby nie dojrzeć we wspomnianej "informacji" sprzeczności między deklaracjami obozu władzy, że są "przeciwni lokalizacji" a ich obsesyjnym pchaniem się w tę budowę. Znajduję coraz mniej zrozumienia dla tych, którzy tego nie widzą, albo nie chcą widzieć...
Odnośnie zaś Komitetu Protestacyjnego, przecież udział w nim miał i ma charakter niepisanej umowy, że są w nim ci aktywiści, którzy są przeciw lokalizacji przy ulicy Lipowej. Ani tam się nikt nie zapisywał, ani nikt nie musi się wypisywać (chyba, że o czymś nie wiem:)). Żadnych innych związków i deklaracji politycznych nie trzeba było składać. Dlatego nie ma znaczenia, gdzie jest Komitet; jest po prostu tam, gdzie są ludzie, którzy rzeczywiście zrozumieli powagę sytuacji, co szykują mieszkańcom Lubartowa aktualne władze. I ewentualne osobiste ambicyjki, personalne oczekiwania, indywidualne postawy są tutaj bez znaczenia. Przynajmniej dla mnie.

Pisząc nieco żartem, daję pod rozwagę, jaki dylemat mogą mieć ci niedawni radni - przeciwnicy lokalizacji sortowni, gdy byli w opozycji za poprzedniej władzy. Teraz zaś twierdzą, że należy zrobić tak, jak wyrażą zdanie mieszkańcy Lubartowa w ankiecie. Uważam zatem, że np. radny miejski ze Szczekarkowa powinien, jako zameldowany w Lubartowie, głosować w ankiecie przeciw lokalizacji, a jako radny teraz koalicyjny - tak, jak ustalą w koalicji. Czyli może może być tak, że jako zameldowany w Lubartowie zagłosuje przeciw, a jako koalicjant będzie za. Co za koszmarna rozterka:)