drukuj

Gruźlica – „ad portas”…

Oddziałów leczenia gruźlicy w regionie jest coraz mniej, a zachorowalność rośnie. W ciągu 9 miesięcy 2011 roku zanotowano w skali województwa 648 przypadków zachorowań, a w roku 2010 przez rok cały 650. Chyba zanosi się na epidemię.

Ciekawym i jednocześnie niepokojącym materiałem, obdarzył społeczeństwo województwa lubelskiego pan red. Piotr Tyczyński, w „Dzienniku Wschodnim” z 02.12.2011 pod tytułem „Gruźlica zabija częściej”. Zwróci uwagę każdego, komu zdrowie i życie są miłe. Zbierając materiał zadał sobie wiele trudu by uzyskać wiarygodne dane od takich instytucji jak WSSE w Lublinie, Wojewódzka Przychodnia Chorób Płuc i Gruźlicy w szpitalu Bożego Jana oraz SPSK 4 w Lublinie.

 W tym artykule jest cała masa danych, mogąca przestraszyć każdego zdrowo myślącego obywatela. Jednak każdy zdrowo myślący, chciałby być obdarzony dodatkową wiedzą, jak to jest z tą naszą ochroną zdrowia? Zapowiadano, że będzie tak pięknie w tej naszej służbie zdrowia, w której dziesiątkami lat „doganialiśmy zachód”, a tym czasem gruźlica zbiera obfite żniwo. Jeżeli w ciągu 9 miesięcy 2011 roku zanotowano w skali województwa 648 przypadków zachorowań (nie zaznaczono czy nowych), a w roku 2010 przez rok cały 650, to chyba zanosi się na epidemię. A nasza służba zdrowia jest po prostu spacyfikowana. Personelu coraz mniej, mniej budynków i instytucji ochrony zdrowia w nich działających, zadłużenie, brak jednolitego kierownictwa i dalszy jej los pod znakiem zapytania.

Nie wspomniano w artykule jakie przedsięwzięto działania prewencyjne. Są w skali krajowej ogromne możliwości do wykorzystania, takie jak: różne programy telewizji krajowej, telewizje regionalne i miejscowe, radio i prasa – krajowa, regionalna i miejscowa, różnego rodzaju skaczące i mrugające reklamy. Sanepid powinien tym wszystkim kierować, organizować i czuwać nad realizacją tych działań.

Nikt nie zdobył się na skalę porównawczą, jak profilaktyka gruźlicy wyglądała przed transformacją ustrojową. Ano wyglądała. Były „szkoły zdrowia”, w których podstawowym tematem była profilaktyka gruźlicy, rok rocznie w ramach „dni przeciwgruźliczych” organizowano olimpiady wiedzy dla szkół średnich powiatu, były komunikatywne plakaty, ulotki, reklamy kinowe. Były też obowiązkowe prześwietlenia rtg stacjonarne i w ambulansach, które wyławiały początki gruźlicy. Wtedy państwo nasze stać było na taką prewencję. Dziś stać nas na komunikat prasowy, że zachorowania na gruźlicę zaczynają wzrastać. Zaraz po II Wojnie Światowej walka z gruźlicą przedstawiała się tragicznie – mimo streptomycyny. Stwierdzono, że źródłem infekcji jest mleko od krów chorych na gruźlicę. Przebadano bydło i zlikwidowano wszystkie chore jednostki. Po tej akcji cofnięto służbie zdrowia fundusze na prewencję, wychodząc z założenia, że źródło infekcji zostało zlikwidowane.

 To było błędem, ponieważ pozostał w społeczeństwie chory człowiek. Po pewnym czasie błąd naprawiono. Po roku 1989, tak służba zdrowia jak i profilaktyka gruźlicy zaczęły podupadać. Obecnie po iluś tam reformach i zmianach w służbie zdrowia, prześwietlenia rtg są w ramach walki z gruźlicą bezpłatne, ale dostań człowieku skierowanie na rtg płuc od lekarza rodzinnego, jeśli placówka kierująca lub sam pacjent, musi za to zapłacić, ponieważ NFZ nie refunduje badań profilaktycznych. Trudno jest wykryć gruźlicę przy pomocy samego stetoskopu, nie mając wykonanego zdjęcia rtg płuc w rękach, tym bardziej, że lekarze będący „na garnuszku” NFZ szczypią się ze wszelkiego rodzaju skierowaniami. Co z tego, że poradnia w szpitalu Bożego Jana w Lublinie może wykonać gratis 500 badań, ale ile trudu i kosztów musi ponieść obywatel z głębokiego interioru województwa by tam się dostać. Tego nikt pod uwagę nie wziął.

Wiadomo, według stwierdzenia prof. Suchodolskiego, że społeczeństwo wychowywane jest przez te wartości kultury, do których ma najłatwiejszy dostęp. Społeczeństwo polskie wychowywane jest pod względem ochrony zdrowia na telewizyjnych reklamach, które serwują leki na wszystkie schorzenia, a tej reklamie ludzie ulegają, bowiem powtarzana jest tysiące razy. W Lubartowie przed transformacją były 2 apteki, które w zupełności zabezpieczały potrzeby społeczeństwa. Obecnie jest 10 czy 15 aptek, które nieźle prosperują. Nie ma zjawiska bez przyczyny, ale nikt nie analizuje zwiększenia popytu na leki, czy jest on spowodowany utrudnionym dostępem do lekarza, czy wariacką reklamą leków. A czy reklamy telewizyjnej, nie można byłoby wykorzystać do profilaktyki gruźlicy?

Istniejący w Lubartowie oddział gruźlicy i chorób płuc z poradnią od dawna był zagrożony likwidacją, lub przenosinami. Obecnie „słowo ciałem się stało” i oddział chorób płuc jest przenoszony do szpitala przy ulicy Cichej, zajmując część oddziału internistycznego. Wiąże się z tym zaprzestanie leczenia gruźlicy w Lubartowie. Jest to kolejny szpital w regionie, który zrezygnował z leczenia gruźlicy. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że obecnie szpitale maja przynosić zyski, a nie leczyć. Zdrowiem społeczeństwa nie przejmuje się już nikt. Gdyby władze samorządowe wraz z zarządem szpitala myślały, może doszłyby do konstruktywnego wniosku, że skoro oddziałów leczenia gruźlicy w regionie jest coraz mniej, a zachorowalność rośnie, to może właśnie oddział gruźlicy przynosiłby szpitalowi zyski i to większe niż inne oddziały. Niestety myślenia zabrakło. Kilka miesięcy temu zaniepokojone społeczeństwo powiatu lubartowskiego zbierało podpisy pod listem otwartym, kierowanym do Pana Starosty, w obronie oddziału gruźlicy i chorób płuc.

Wówczas Pan Starosta Fryderyk Puła, zapewniał, że nikt nie ma zamiaru ani likwidować, ani przenosić tego oddziału, ale było to przed wyborami. Obecnie oddział po cichu jest przenoszony i nikt społeczeństwa nie informuje, że wiąże się to z zaprzestaniem leczenia gruźlicy. Tym samym został zakończony długoletni okres leczenia gruźlicy w Lubartowie.
W 75 rocznicę istnienia służby zdrowia w naszym mieście, śp. ks. A. Tokarzewski pokropił oddział po remoncie kapitalnym. Później dokonał pokropku nowo zorganizowanego oddziału dializ, który w niedługim czasie „poszedł pod młotek”. Przekonany jestem, że w ramach prewencji gruźlicy, oddział gruźlicy, czeka ten sam los co sąsiada po pokropku.

Na zakończenie tych wywodów, należałoby wrócić do enigmatycznego tytułu artykułu red. Tyczyńskiego „Gruźlica zabija częściej”, ponieważ nie podano skali porównawczej do jakiego okresu to stwierdzenie tytułowe się odnosi. Czy dotyczy ono okresów panowania poszczególnych opcji politycznych, ministrów zdrowia, czy okresu przed transformacją? Można się domyślać, że chodzi o porównanie lat 2010 i 2011.
Władze PRL-u swego czasu miały ciągoty przekazania służby zdrowia i oświaty w posiadanie samorządów. Szybko jednak wycofano się z tego pomysłu, dochodząc do słusznego wniosku, że byłby to regres, tak w ochronie zdrowia jak i w oświacie. Szkoda, że obecna władza, która tak odżegnuje się od PRL-u nie wykazuje się tak trzeźwym myśleniem.
Janusz Cyfrowicz
Kamionka

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać