drukuj

Koniec historii w Lubartowie

Fot.archiwum

Francis Fukuyama, słynny amerykański politolog, w swoim znanym dziele "Koniec historii" wieszczył zmierzch rozwoju politycznego człowieka.

  Uważał, że po upadku komunizmu i w erze powszechnej globalizacji, ewolucja systemów społecznych dobiegła końca. Człowiek zatrzymał się na mecie i będzie trwał wiecznie w powszechnej szczęśliwości. Tym finałem jest liberalna demokracja w polityce i kapitalizm w gospodarce. Nic lepszego nie powinno nas już spotkać.

Podejrzewam, że po drodze do owych wiekopomnych wniosków Fukuyama zatrzymał się w Lubartowie i przewidział „rozwój" naszej lokalnej sceny politycznej. Bo oto wszystko zdaje się potwierdzać jego teorie na naszym gruncie. Lokalny PiS zawarł koalicję miejską z SLD, co jeszcze rok, czy dwa lata temu wydawałoby się absurdem. Co więcej, szefowa lokalnej komórki partyjnej PiS-u opowiada w mediach o „zbieżności programowej" obu tych, tak do niedawna zwaśnionych ugrupowań. Jednocześnie tenże lokalny PiS zerwał możliwą koalicję z PSL-em w powiecie tylko z powodu własnej głupoty i personalnych ograniczeń. Mało tego, w walce o władzę w spółdzielni mieszkaniowej lokalny PiS połączył swe siły, chcąc nie chcąc, nawet z Platformą Obywatelską, co już całkowicie zakrawa na polityczną fikcję. Odróżnić dzisiaj lokalny PiS od PO albo od SLD nie sposób. W sferze idei, w kwestiach programowych nie widać jakichkolwiek różnic. Nic w tym zresztą dziwnego, bowiem nastąpiła całkowita likwidacja różnic politycznych, a spór programowy zastąpiony został różnicami w wizerunku. Ugrupowania polityczne w Lubartowie odeszły od publicznego formułowania celów strategicznych. Ograniczają się one do „pracy organicznej" wewnątrz własnych ugrupowań, przekonując przekonanych i stawiając na osobiste relacje. Takie zamknięcie się pozwala na stosowanie różnego języka do różnych środowisk. Emerytom obiecuje się sprzeciw wobec komercjalizacji służby zdrowia. Lekarzom i pielęgniarkom wzrost wynagrodzeń, a pacjentom poprawę warunków leczenia. Nauczyciele mają z kolei mieć lepiej a uczniowie lżej. Jest oczywiste, że gdyby takie wewnętrzne debaty upublicznić, doszłoby wtedy do zdemaskowania takich, pożal się Boże ,lokalnych politycznych liderów. Dlatego unikają oni jak ognia publicznej dyskusji, siedzą gdzieś po kątach, wysyłają wici do zwolenników i czekają na wytyczne z centrali. W tym stanie rzeczy, rzeczywistym obrońcą publicznych procesów demokratycznych w lubartowskim światku jawi się p. Tomasiak, a partią, która nie udaje nikogo innego, nie zmienia taktyki i nie stosuje pijaru oraz jest wewnętrznie spójna i zewnętrznie jednoznaczna, to PSL. To ostatnie zdanie może zdziwić tylko lokalnych obłudników, którzy już dawno zaprzedali „duszę diabłu", a przyzwoitość uważają za dowód naiwności. Niemniej nie zmienia to faktu, że praktycznie jedyną partią w starym stylu, o tradycyjnej strukturze i sposobie działania jest PSL.

I tak niepostrzeżenie przeszliśmy od wyraźnego, jednoznacznego pokazywania celów politycznych i narzędzi do ich realizacji do ery tzw. postpolityki, czyli zamknięcia się w lokalnych gettach środowiskowych i towarzyskich. Istotą działania lokalnych ugrupowań politycznych nie staje się dążenie do celu społecznie użytecznego, lecz utwierdzanie towarzyszy w „partyjnej wierze" i obrona grupowych interesów. W tym sensie komórki partyjne zamieniają się w lokalne „polityczne mafie". Do „szarej strefy" przechodzi wiele: ustawiane konkursy np. i polityka personalna administracji publicznej. Strefy wpływów poszczególnych „mafii" zazębiają się i nie pozostawiają miejsca na budowanie rzeczywistego, lokalnego społeczeństwa obywatelskiego. Mamy do czynienia ze swoistą niepolityczną kooperacją pozornie przeciwstawnych ugrupowań (choćby wspomniane wybory do Rady Nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej). Jest to możliwe, ponieważ spór ideowy, różnice programowe i wierność zasadom zastąpiono dążeniami do krótkotrwałych zysków personalnych liderów i otaczających ich „dworów". Sfera społeczna traktowana jest zatem jako okazja do podziału łupów, gdzie możliwe jest współdziałanie przeciwników na niby. Lubartów, parafrazując Bogusława Radziwiłła, to taki „kawałek czerwonego sukna" rwanego na sztuki przez polityczne „elity". Trzeba przyznać – za naszą zgodą. Ale czy wiedzą ? – Mam poważne wątpliwości.

Co zatem robić, jeśli mam rację? Uczyć się, zdobywać wiedzę, nabierać świadomości, wyjeżdżać w świat, być dobrym w tym co się robi, wracać z własnym pomysłem na życie i głosować z pełnym przekonaniem o skutkach. Albo wierzyć, że się mylę...

Zdjęcia

  • Fot.archiwum
Mam ileś tam lat i na tyle doświadczeń, by na niektóre sprawy reagować pobłażliwe, na inne zaś bez zbędnej zwłoki.
Gregor
Autor:Gregor

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
stodiabłów
stodiabłów ndz., 2011-06-12 20:18

O nie!

Dawno nie kupczyłem duszami miejscowych potylików;)
Tomasiak zapisał się z Bednarskim i Błaszczakiem do PSL? A może ty Gregor szukasz kolegów wewnętrznie spójnych i zewnętrznie jednoznacznych? Albo, albo...przeprowadziłeś się na Jacek? Założę się, że na następnej majówce przed Pałacem będziesz przebrany za Szeherezadę?

PS
Czy Twoja ulubiona zupa to rosół?
Gdzie nie staniesz , tam oko puszczasz...

bułahaha
stodiabłów
stodiabłów pon., 2011-09-12 20:56

Charles Perrault, czy Nostradamus? Oto jest pytanie

@stodiabłów:

O tezach powiadasz...No dobrze - podtrzymuję wyzwanie
1. PSL jest the best
2. Starownik jest git
3. Sweet home Alabama
4. Go to hell
5. Jasno i Precyzyjnie

bułahaha
Gregor
Gregor ndz., 2011-06-12 20:35

Trafiony, zatopiony....

ad1. Mieszkam i mieszkałem w dzieciństwie blisko Jacka.
ad2. Lubię rosół, ogórkową, grzybową, pomidorową, barszcz i wszystkie tradycyjne zupy.
ad3. Nigdy nie stałem tam, gdzie było ZOMO:).
ad4. Poglądy to chyba nie grzech, chociaż kto wie:).
ad5. Proponuję nie o mnie pisać a o moich tezach:))).

stodiabłów
stodiabłów ndz., 2011-06-12 21:46

ad.ad5.To prawda

@Gregor:

zacząłem od sygnaturki;)
A co miałem napisać, że wszystko to święta racja? Zwłaszcza w odniesieniu do miejscowych potylików z ich klubikami wzajemnej adoracji, jak słusznie zauważyłeś - zwoływanymi na zebranka tematyczne poszczególnych grup społecznych:))) Oni to nazywają zdaje się...utajnianie szczegółów negocjacji...bułahahaha
Tylko, że poszczególni negocjatorzy (wbrew woli organizatorów schadzek) wymieniają się zdobycznymi itemami z członkami grup rywalizujących o "uśmiech najjaśniejszego". Nie jest dobrze...powiadam

bułahaha
robert lubartów
robert lubartów pon., 2011-06-13 09:01

Trafiony,

@Gregor:

Panie Grzegorzu Pan jak Luter...jeszcze wrót i katedr brakuje w lubartowie ale powodzenia zawsze uważałem że z Pana mądry człowiek...

Robert Tomala
nowy
nowy ndz., 2011-06-12 21:26

Trzeba więc Kmicica

co rwać czerwone płótno nie pozwoli i Lubartów przed politycznym najeżdźcą obroni.

Jarosław
Jarosław ndz., 2011-06-12 22:38

Zgoda z tezami

Zgadzam się z tezami autora artykułu, ale wydaje mi się, że coraz bardziej społeczeństwo Lubartowa jest świadome tego o czym napisano.

Na pewno nie polecałbym wiary w to że się Pan myli.

Odpowiedź na pytanie, co zatem robić jest jak najbardziej słuszna i najbliższe wybory, jakie będą miały miejsce w Lubartowie poczynając od tych "spółdzielnianych", następnie parlamentarnych pokażą na ile dokonują się zmiany w świadomości mieszkańców naszego pięknego miasteczka Lubartowa.

mieszkaniec
mieszkaniec pon., 2011-06-13 08:02

Ale co zrobić skoro w kupie

Ale co zrobić skoro w kupie raźniej? Dowodzą tego nawet grupki podpitych gówniarzy wydzierających się na całe gardło i demolujących miasto o trzeciej nad ranem. Nikt im nie podskoczy a pojedynczo są grzecznymi dziećmi. Trzeba by nam na to wszystko Chucka Norrisa, bo mieszkańcy miasta już dawno pochowali się w swoich domkach i g.. ich to obchodzi.

mieszkaniec
mieszkaniec pon., 2011-06-13 08:13

/

/

mieszkaniec
mieszkaniec pon., 2011-06-13 08:11

-

-