drukuj

Lubartowska sortownia - ciąg dalszy niemocy

Sesja Rady Miasta Lubartowa. Fot. archiwum

Zastanawiam się zawsze, dlaczego jacyś ludzie robią tak, a nie inaczej, zachowują się w sposób taki, a nie inny, zwłaszcza gdy sam mam odmienne zdanie. Dotyczy to też kwestii postawy koalicji w Radzie Miasta wobec problemu lokalizacji ZZO przy ulicy Lipowej.

 Przyznam nieskromnie, że tu raczej nie widzę problemu z postawieniem kilku tez. Myślę mianowicie, że przyczyn należy szukać w słabości tej koalicji. Zwycięski i silny Burmistrz Zwoliński z pewnością, niczym taran, brnąłby do budowy ZZO przy ulicy Lipowej. Silna obecna koalicja bez wahania zarzuciłaby ten obłędny pomysł. Natomiast właśnie to, że ta koalicja jest taka słaba stanowi, moim zdaniem, przyczynę jej dążeń do kontynuacji budowy.

Powyższa teza wydaje się na pierwszy rzut oka karkołomna, ale proponuję przyjrzeć jej się bliżej . Rdzeń koalicji tworzą radni klubu Prawa i Sprawiedliwość oraz lubartowskiej lewicy. Czym dzisiaj jest lokalna, lubartowska komórka PiS – widać jak na dłoni. Rozbrojona politycznie, rozbita personalnie, bezbronna programowo i w zasadzie nieobecna medialnie, to jest szara rzeczywistość. Nie lepiej jest w pozornie partyjnym klubie radnych miejskich; na 6-ciu radnych tylko jeden należał do dawnego PiS-u. Dowodem słabości tej partii jest choćby to, że ten jedyny partyjny funkcjonariusz jest przewodniczącym klubu, natomiast funkcję Przewodniczącego Rady Miasta z ramienia tejże partii, o rzeczywistym, politycznym znaczeniu, zajmuje ktoś inny. Jeszcze niedawno nie byłoby to do pomyślenia. Innym potwierdzeniem mojej tezy jest nieobecność kandydatów lubartowskiej komórki PiS-u na listach wyborczych do Sejmu. W istocie rzeczy główną siłę tego klubu stanowią przedstawiciele Laikatu – niedoświadczeni w samorządowej robocie i z pewnością szukający inspiracji do działania gdzie indziej, niż partyjne sugestie. Zatem uważam, że, biorąc także pod uwagę osobę aktualnego Burmistrza, ośrodek decyzyjny w zakresie bieżącej taktyki i strategii oddalił się zupełnie od dotychczasowej politycznej praktyki lokalnego PiS-u.

Nie lepiej, według mnie, jest w klubie lewicowym. Odsunięci latami od miejscowej władzy, stojący przed koniecznością pokoleniowej zmiany struktur partyjnych, rozpaczliwie poszukiwali szansy na powrót do lokalnego obiegu politycznego. Stąd ich skłonność do zawierania najbardziej nawet egzotycznych koalicji, byleby tylko wrócić do władzy. Bo przecież centralne przywództwo SLD, jak i PiS, całkowicie wykluczało i radykalnie wyklucza możliwość jakiejkolwiek współpracy. W Lubartowie było to możliwe z całkiem prozaicznego powodu: oba ugrupowania odrzuciły programowe i ideowe różnice i, połączone wspólnym pragnieniem zemsty na poprzednim Burmistrzu, nie miały żadnych wątpliwości przed zawarciem sojuszu. Ta łatwość w dogadaniu się jest jednocześnie kolejną przyczyną słabości koalicji. Pozbawieni wspólnoty celów, mający zupełnie inne ideowe podstawy, są tylko taktycznym związkiem, klockową układanką, której brak trwałego, ideologicznego spoiwa.

Kolejnym elementem powyższego obrazu sytuacji jest poczucie osaczenia i osamotnienia we „wrogim", politycznym otoczeniu. Skład koalicji jest bowiem całkiem odmienny i nie przystaje do otoczenia samorządowego, wojewódzkiego czy też krajowego. Ci ludzie nie mają przełożenia na istotne procesy decyzyjne, które mają wpływ na kondycję Lubartowa. Nie są w stanie skutecznie lobbować, cokolwiek „załatwić', czy też przekonać decydentów do naszych, lubartowskich interesów. Nie od rzeczy będzie też przypomnieć o rysujących się kłopotach z wymiarem sprawiedliwości w świetle informacji o wszczętym śledztwie w sprawie konkursu na sekretarza miasta ( ale nie tylko). Z rozwoju sytuacji widać też, że generalnie spadła rola Rady Miasta, jako podmiotu gdzie podejmuje się jakieś istotne i ważne dla miasta decyzje. Wydaje się, że oprócz większego niż w poprzedniej kadencji izolowania opozycji w łonie Rady, to także rola samej Rady w aktualnym układzie politycznym wyraźnie spadła.

Bez wspólnego, spójnego programu, nie mogąc wpłynąć na zasadniczą reformę chociażby miejskiego budżetu czy zmianę priorytetów inwestycyjnych, ci ludzie zatem kurczowo trzymają się dotychczasowego kursu, wytyczonego przez poprzedniego Burmistrza. Nie mając własnych, realistycznych pomysłów, ani nawet szans na realizację tych hipotetycznych, brną w zaparte w stare koleiny. Nie widząc szans na cokolwiek nowego, nie chcą narazić się na zarzuty, że spartolili nawet to, co już było. Działają, moim zdaniem, impulsywnie i doraźnie. Tą bezradność układu PiS- Lewica widać było, choćby na tle chwilowego sojuszu z grupą Tomasiaka, którego rzutkość, błyskotliwość, zdecydowanie i pracowitość całkowicie odcinała się na tle bierności pozostałych partnerów, co zresztą zaowocowało zerwaniem koalicji. Stąd też rzucane ad hoc „pomysły" typu: ankieta w sprawie sortowni, którą zamierzają skierować do mieszkańców miasta. Ta nieudolna próba wprowadzenia referendum tylnymi drzwiami z góry skazana jest na porażkę. Raz, że prawnie niezobowiązująca, a dwa – że chcąca zmusić obywateli do podjęcia „męskiej" decyzji za miejskich notabli i to w sytuacji, gdy ci obywatele odcięci są od rzeczywistego udziału w procesie podejmowania decyzji i od wiedzy, którą ci, pożal się Boże, samorządowcy dawkują wybiórczo albo zachowują dla siebie.

Zastanawiające jest także stanowisko miejskiego klubu radnych Platformy Obywatelskiej. W zasadzie nie biorą aktywnego udziału w dyskusji, przyglądając się biernie nieudolnym „mękom" rządzącej koalicji. Albo to wyrachowanie obliczone na kompromitację przeciwnika, albo czekanie na dogodną okazję do zmiany układu sił. Może i słusznie, bo to, że zmiany są niezbędne – widać jak na dłoni...

Zdjęcia

  • Sesja Rady Miasta Lubartowa. Fot. archiwum
Mam ileś tam lat i na tyle doświadczeń, by na niektóre sprawy reagować pobłażliwe, na inne zaś bez zbędnej zwłoki.
Gregor
Autor:Gregor

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
W. Nowak
W. Nowak pt., 2011-09-02 10:49

mnie się wydaje...

że podjęcie decyzji na przykład w sprawie sortowni nie jest, przynajmniej nie powinno być, uwarunkowane politycznie; owszem koalicja ciekawa, moim zdaniem może być powiązana wspólnym lubartowskim czynnikiem egzystencjonalnym, czyli ujmując inaczej, chociaż podobnie- nie najlepszą egzystencją większości ludzi, żyjących w przeciętnym powiatowym mieście...Co innego polityka państwowa...

W. Nowak
W. Nowak pt., 2011-09-02 11:07

nie będę odkrywcą...

jeżeli dodam, że w ostatnich wyborach samorządowych decydujący głos mieli mieszkańcy Spółdzielni Mieszkaniowej...można też domyślać się dlaczego. Ale rozważania są ciekawe. Ja też dłuższy czas zastanawiałem się na przykład, dlaczego jedni mają prawicowe, a inni lewicowe przekonania... Przecież to chyba nie geny o tym decydują...

Jarosław
Jarosław ndz., 2011-09-04 21:12

Nie trudno nie zgodzić się z tezami

Tezy autora są ciekawe i słuszne, wszakże pod warunkiem, że operujemy jedynie słownictwem politycznym do opisu mieszaniny osobistych interesików związanych z samorządem. W Lubartowie moim zdaniem nie występuje polityka, tylko politykierstwo. Z Panem Nowakiem nie zgadzam się natomiast ponieważ w ostatnich wyborach decydującego głosu nie mieli mieszkańcy Spółdzielni Mieszkaniowej lecz środowiska powiązane z nie tyle z kościołem, co z ludźmi wykorzystującymi kościół do celów wyborczych i realizacji interesów osobistych. Moim zdaniem mówienie o koalicjach politycznych w Lubartowie, to na dzień dzisiejszy zbyt duże słowa do nazwania zwykłych układów, które sprawiają wrażenie układów kolesiowskich. Jaka to polityka w tym naszym kochanym Lubartowie, jeśli np. dla stanowiska pozbawia się partię polityczną lidera. W takim wypadku chyba nawet trudno taką grupę nazywać partią, ale jak nazwać to należałoby się dopiero zastanowić. Panie Gregorze, czy nie szkoda Panu czasu i energii na rozważania jak powyżej? Jedynie budzi Pan nadzieję, że są ludzie chcący uprawiać politykę w tym mieście, ale czy czysta prawdziwa polityka może tu w takich warunkach zaistnieć?