Mieszkańcy Lubartowa pożegnali Zbigniewa Maciejewicza
Podczas Mszy św. zostały odczytane kondolencje od ks. biskupa Mieczysława Cisło dla rodziny zmarłego. Zbigniew był wychowankiem biskupa podczas jego służby w kościele Św. Anny w Lubartowie, w latach 1974–1975.
Za pracę w samorządzie Lubartowa dziękował Zbigniewowi Maciejewiczowi burmistrz Janusz Bodziacki.
– Zbigniew był radnym rady miasta nieprzerwanie od 1998 roku. Pracował w wielu komisjach. Od 18 listopada 2002 roku do 28 sierpnia 2003 roku był przewodniczącym Rady Miasta. Pod koniec lat 90 był jednym z inicjatorów funkcjonowania wspólnot mieszkaniowych, służąc swoim współmieszkańcom. Zbyszka szanowali koledzy samorządowcy, którzy swoją działalność publiczną opierali na różnych systemach wartości, ale zawsze łączyła nas ta sama troska o mieszkańców. Dla wielu z nas po Zbyszku pozostała pustka, którą ciężko będzie wypełnić.
- Zbyszku, zapamiętamy Cię, jak opowiadasz z pasją i zaangażowaniem o tym, co robisz w swoim mieście – mówiła Małgorzata Nowak, dyrektor Zespołu Szkól im. Ziemi Lubelskiej w Niemcach. Zbigniew Maciejewicz był tam zastępcą dyrektora. Uczył historii i wiedzy o społeczeństwie. Oto słowa wspomnienia Małgorzaty Nowak:
„- Zbigniew był ulubionym wychowawcą wielu klas. Wychowywał także mojego syna. Był sprawiedliwy, odpowiedzialny, kompetentny. Miał poczucie humoru. Był bardzo wrażliwy na każdą ludzką krzywdę. Był wspaniałym wzorem dla naszych uczniów. Cieszył się naszym szacunkiem. Miał duży autorytet wśród rodziców. Wielu z nas mogło liczyć na jego wsparcie.
W 2006 roku odszedł na emeryturę. Ale do końca pozostał aktywny. Pisał do nas maile. Po raz ostatni był u nas w czerwcu. Przyjechał się pożegnać. Wiedział, że odchodzi. My też wiedzieliśmy. Tak trudno się było z tym pogodzić.
Wiedział, że odchodzi, ale nie pozwalał panować chorobie nad sobą. Był dla nas wzorem godności. Z taką dumą opowiadał o swoich synach. Mówił o malarskich pasjach i grafikach Konrada. O pracy zawodowej Tomka. Mówił, że jest spokojny o ich przyszłość. Z ogromną miłością i troską opowiadał o Asi, swojej żonie."


























Kontakt:
Zbyszek
Odszedł...
" Ci, co odchodzą,
wciąż z nami są
i żyją sobie obok nas
patrzą z miłością
na nasze dni,
czasem się śmieją poprzez łzy..."
Rzadko zdarza się Ktoś, kto jest wartością dla innych sam w sobie, niezależnie od poglądów politycznych i opcji światopoglądowych. A On był kimś takim.
Niech dobry Anioł prowadzi Cię za rękę po drugiej stronie światła.
Justyna Wereszczyńska
Jak na ciężką chorobę
był bardzo aktywny. Ale zdaje się, że nie wszyscy w mieście to zauważyli.
RIP
Spotkałem na swej drodze wielu dobrych ludzi, jednym z nich byłeś Ty Zbyszku