drukuj

Oto jest życie: Bartek

Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Lubartowa ma ponad 100 podopiecznych

Chodzi, mówi, pisze, potrafi poradzić sobie z codziennymi czynnościami. Czego więcej można chcieć od dziecka? Standard, który wydaje się powszechny, kosztuje czasem bardzo dużo wysiłku. Tak, jak w przypadku Bartka.

„Kiedy się urodził, nie zauważyłam żadnych niepokojących zmian”- wspomina mama chłopca –„ale przy wypisie ze szpitala lekarz zasugerował mi, że dziecko może mieć Zespół Downa, więc należy wykonać badania potwierdzające wstępną diagnozę.”

 

„Co wiedziała pani o tej chorobie?”

 

„Na początku, to nawet nie wiedziałam, o co chodzi, bo lekarz nie powiedział mi tego wprost. Wspomniał, że syn ma trisomię 21 chromosomu…zabrzmiało naukowo, a on niczego nie wytłumaczył. No i zaczęło się szukanie, co to jest…”

 

„Długie?”                                      

 

„Nawet nie. Chyba tylko coraz bardziej bolesne. Trochę uświadomiła nas rodzina, bo ktoś już ma takie dziecko. A badania dodatkowo potwierdziły wstępną diagnozę.”

 

„Skoro w rodzinie już gdzieś wystąpił taki wypadek, to chyba wyobrażała sobie pani, jak to będzie…”

 

„Myślałam, że sobie wyobrażam, ale życie mi pokazało, jak mało wiem.”

 

Słucham mamy Bartka i muszę przyznać jej rację. Każdego dnia wielokrotnie mijam go na szkolnym korytarzu i wiem, jak wiele czasu i uwagi wymaga to dziecko. A przecież ona jest z nim znacznie dłużej…

 

„Co jest największym problemem?”

 

„No cóż, Bartek jest dzieckiem nadpobudliwym, bardzo aktywnym. Chociaż…w jego wypadku powiedzieć >>bardzo aktywny<< to o wiele za mało. Przy tym potrafi być nieprzewidywalny w swoich reakcjach. Kiedy był mniejszy, potrafił zrzucać w domu wszystko, co w danym momencie mu nie pasowało. Respektowanie zasad jest niemal niemożliwe do wyegzekwowania. Osobą, która potrafi sobie podporządkować Bartka, jest chyba tylko mój mąż, choć ostatnio i on ma z tym kłopoty.”

 

„Jak wygląda wasz dzień?”

 

„Rano normalnie, śniadanie itd. przed wyjazdem do szkoły. Przywożę go najczęściej na 8:00.”

 

„Czy ten samochód, to zabieg celowy?”

 

Mama Bartka uśmiecha się przez moment. Jeździ dwudrzwiowym fiatem Punto.

 

„Tak” – odpowiada po chwili – „on siedzi z tyłu i wiem, że mogę spokojnie jechać, bez obaw, że coś się stanie. Po lekcjach obiad, chwila odpoczynku i siadamy do pracy domowej. We wszystkim trzeba mu pomóc, wymaga stałej kontroli i obecności. Potem ma czas dla siebie. To w praktyce oznacza nasz czas dla niego, bo lepiej nie spuszczać go z oka.”

 

„Czy zdarzyło się coś, co zapamiętała pani szczególnie w związku z Bartkiem?”

 

„O tak, kilka razy po prostu zmroził mi krew w żyłach. Najbardziej, kiedy byliśmy na poprawinach po weselu. Staliśmy sobie z grupą znajomych na dworze w ścisłym kręgu, Bartek był w środku. On bawił się, kręcił i w pewnym momencie, dosłownie w ułamku sekundy, przecisnął się pomiędzy nami i uciekł nam na ulicę. Przejeżdżający samochód potrącił go, zaczepiając lusterkiem. W sumie nic poważnego się nie stało, bo samochód jechał bardzo wolno, ale pozostał solidny siniak, a ja byłam przerażona.”

 

„A Bartek?”

 

„A Bartek…przez moment też. A za chwilę zachowywał się, tak, jakby nic się nie stało, czyli znów biegł na oślep do czegoś, co go zainteresowało. On nie ma poczucia zagrożenia czy niebezpieczeństwa, nie przewiduje skutków własnego postępowania. ”

 

„To nie jest łatwe…”

 

„Nie jest, a bywa czasem niebezpieczne. Właściwie moje życie często sprowadza się do biegania za nim.”

 

„Jak długo można tak żyć?”

 

„Wygląda na to, że całkiem długo…Bartek chodzi do pierwszej klasy…”

 

„I nigdy nie miała pani dość?”

 

„Oczywiście, że miałam. To w końcu życie na ciągłych obrotach. Ale kiedy już mam naprawdę serdecznie dość, proszę starsze dzieci, żeby się nim zajęły. I one, a szczególnie syn, wyręczają mnie, bo wiedzą, że naprawdę już nie daję rady.”

 

„Najważniejsze jest…”

 

„Najważniejsze jest, żeby kochać takie dziecko. Ono potrzebuje miłości jak każde inne, może nawet bardziej. Nie ma co się łudzić, że odpowie nam tym samym i w taki sam sposób. Nie potrafi tego zrobić, ale to nie znaczy, że nie czuje naszych intencji. Bartek z pewnością nie osiągnie w życiu tego, co jego zdrowi rówieśnicy, więc patrząc tak po ludzku nie będę mogła pochwalić się nim z dumą przed innymi. Ale w przypadku dzieci niepełnosprawnych takie rzeczy odchodzą na bardzo daleki plan. Nie można ich kochać za intelekt i osiągnięcia, ale za to, że są. Po prostu są. To wystarczający powód, by dać komuś bezwarunkową miłość.”

 

Justyna

 

Pomagamy takim dzieciom jak Bartek, Ola, Michał i inni, przedstawieni w kolejnych odcinkach naszego cyklu. Jeśli zechcesz nas wesprzeć, podaruj naszym podopiecznym 1% swojego podatku. Dzięki Twojemu wsparciu zrobimy znacznie więcej, a poprzez nasze dłonie Ty także będziesz mieć w tym swój udział.

 

Jeżeli masz dziecko niepełnosprawne, potrzebujesz pomocy lub informacji – zgłoś się do nas:

 

Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom

„Niech się serce obudzi”

im. Jana Pawła II

ul. Kosmonautów 11

Tel. 509 688 422

KRS 0000235289

Zdjęcia

  • Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Lubartowa ma ponad 100 podopiecznych
Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom "Niech się serce obudzi" im. Jana Pawła II w Lubartowie jest organizacją pożytku publicznego. Działamy na polu pomocy społecznej, wspierając dzieci niepełnosprawne, zagrożone wykluczeniem społecznym, pochodzące z naszego powiatu. Można nas wesprzeć, dokonując 1-procentowego odpisu podatkowego. Nasz numer KRS to: 0000235289
Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom
Autor:Stowarzyszenie ...

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
piwnooka
piwnooka czw., 2010-04-01 12:23

To naprawdę wartościowe, że

To naprawdę wartościowe, że co tydzień pojawiają się nowe artykuły - historie dzieci i ich rodzin, naszych znajomych, sąsiadów... Byle tak dalej :)

jadjan
jadjan czw., 2010-04-01 12:48

byle tak dalej

i oby jak najmniej chorych

rafpaf
rafpaf czw., 2010-04-01 13:55

co myślicie o szkołach integracyjnych?

dla mnie to mrzonka. Od wieków w społeczeństwie były podziały i nic tego już nie zmieni.

Kasjopea
Kasjopea czw., 2010-04-01 16:13

Jak najmniej

podziałów, jak najmniej krzywdzących ocen, jak najmniej bólu i wyrzeczeń. Jak najwięcej uśmiechu życzę Wam na Święta Stowarzyszaki :-)

Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom
Stowarzyszenie ... czw., 2010-04-01 18:15

Szkoły integracyjne

Poczułam się wywołana do odpowiedzi w związku z pytaniem dot. szkół integracyjnych. Akurat tak się składa, że pracuję w szkole z oddziałami integracyjnymi (to nie to samo co szkoła integracyjna, ale blisko), w Lubartowie, to jest SP4. Obserwuję dzieciaki na co dzień i widzę, jak wygląda codzienność. To nie jest mżonka. Na początku mieliśmy wiele obaw, a teraz moge stwierdzić, że pomysł jest trafiony. Przede wszystkim dzieciaki świetnie podchodzą do swoich niepełnosprawnych kolegów, pomagają im tak, że to jest aż zaskakujące. Starsi, którzy biegali po korytarzach z szybkością ponaddźwiękową, wyhamowują przed korytarzem klas I-III, żeby nie storpedować młodszych. W życiu nie pomyślałabym, że dzieciaki mogą być takie odpowiedzialne za siebie i innych...
...a teraz sprawa druga, dot. podziałów, które "były i nic już tego nie zmieni". Początki były trudne, jak we wszystkim. Najlepsze jest to, że dzieciaki bardzo szybko odnalazły się w nowych rolach i nie robiły problemu z "odmienności" swoich kolegów, a rodzice mieli z tym problem. A teraz? U nas jest tak, że są dwie równoległe klasy na każdym poziomie, z których jedna jest integracyjna. Kiedy rodzic zapisuje dziecko do szkoły, musi się określić, czy chce, żeby jego dziecko chodziło do klasy integracyjnej czy tej drugiej. Zdarzyło się DOSŁOWNIE kilka razy, że rodzic zdecydowanie wybrał tę drugą.
W razie wątpliwości, chętnie odpowiem na wszelkie pytania. Pozdrawiam.
Justyna

Piotrek
Piotrek pt., 2010-04-02 23:03

co myślicie o szkołach integracyjnych?

Myślę, że wszelkie wątpliwości wynikają z niewiedzy. Ciekaw jestem czy "rafpaf" nie ma żadnych oporów i problemów w kontaktach z ludźmi nieco odmiennymi i odbiegającymi od normy swym zachowaniem czy też wyglądem spowodowanym chorobą? Czy potrafiłby rozmawiać z ludźmi w hospicjum, którzy czekają jedynie na śmierć? Warto zauważyć, że integracja nie jest tylko dla ludzi niepełnosprawnych. Integracja jest dla ludzi "zdrowych" . To oni mają głównie problem z kontaktami z innymi i nie wiedzą często jak się zachować w relacjach z nimi. Integracja to nie tylko szkoła integracyjna. To każda dziedzina życia. To sztuka bycia człowiekiem i bycia z drugim człowiekiem.

rafpaf
rafpaf śr., 2010-04-07 21:11

nie mam problemów w

@Piotrek:

nie mam problemów w kontaktach z ludźmi. Ale uważam, że społeczenstwa nie da się zmienić. Znam takich, co pracują z niepełnosprawnymi i niby wszystko jest cacy, a za ich plecami wygadują, jacy to niepełnosprawni są nie do wytrzymania.

spiaca krolewna
spiaca krolewna czw., 2011-01-06 17:10

zzz...

@rafpaf:

zzz...

lubartowianka
lubartowianka sob., 2010-04-03 12:48

Zgadzam się z Tobą Piotrek

JEsteś cholernie mądry . ot taki komplement na Święta :-)

Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom
Stowarzyszenie ... czw., 2010-04-08 20:13

Zawody "pomocowe"

Masz rację "Śpiąca Krolewno", ale to tak, jak wszędzie. Niekórzy traktują to jak dopust Boży, inni jak powołanie. U nas jest tak, że ludzie mierzą się z rzeczywistością. Dają radę? Jeśli dzecko z Downem łapie angielskie słówka, to chyba tak. Jeśli czują się dobrze w szkole...myslę, że tak właśnie ma być...Piotrek ma dużo racji, mówiąc o specyfice integracji...to nie tylko dla niepełnosprawnych...
pozdrawiam serdecznie
Justyna