Oto jest życie – Jaś
„Kiedy Jaś się urodził, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak" – wspomina Małgosia – „wyglądał...no...niewymiarowo. Ja wiem, że to dziwnie brzmi, ale tak było. Miał nieproporcjonalne ramiona, jakby mu niemal od razu opadały. Człowiek coś tam z tej medycyny liznął, więc jakoś tak nie wszystko mu się zgadzało."
„Ale ramiona to jakby dziwny symptom..."
„Tak, ale to nasuwa jakieś podejrzenie. Co ciekawsze, miałam doskonałą opiekę medyczną. Wszyscy byli tacy mili. Mój znajomy lekarz pediatra przyszedł do mnie na salę pogadać. No i tak gadaliśmy o wszystkim i o niczym przez trzy godziny, a on nie potrafił mi powiedzieć, że moje dziecko jest inne. Przyszedł mój mąż, śmiał się, że mały wygląda jak Mongoł...no i w końcu powiedzieli nam, że dziecko ma podejrzenie Zespołu Downa."
„Czyli nie byli pewni?"
„Chyba byli, ale taka jest procedura. Żeby stwierdzić chorobę, trzeba wykonać kompleksowe badania. W szpitalu na początku zawsze mówią: podejrzenie."
„Co wiedziałaś o Downie?"
„Niewiele. Dostałam książeczkę z podstawowymi informacjami i skierowanie do poradni genetycznej. Do wszystkiego przedzierałam się sama. A to zabiera sporo czasu. Gdybym więcej wiedziała wcześniej, na pewno Jaś trafiłby szybciej do rehabilitantów i innych specjalistów. Dziś byłby znacznie sprawniejszy. A tak – daliśmy mu wszystko, co mogliśmy, ale na poziomie swojej wiedzy."
Patrzę na Jasia. Jest sprawny, biega, mówi, układa klocki. Nawiązuje kontakt, śmieje się, lubi żarty.
„Nie czarujmy się, pozory mylą." – mówi Gosia - „Nie wszystko jest tak fajnie. Jest kiepski manualnie, ma swój świat, odmienny od naszego. Intelektualnie także rozwija się wolniej niż rówieśnicy. Na tle jego grupy wiekowej to duża różnica. Mam jednak to szczęście, że Jaś nie choruje. Nie musiałam więc rezygnować z pracy, by się nim opiekować.
„Jak się żyje z takim dzieckiem?"
„Teraz powiem, że całkiem normalnie, ale ...na początku pytasz siebie – dlaczego ja...ale bardzo szybko od pytania – „dlaczego ja" przechodzisz do „co mogę zrobić". I to jest konstruktywne. Mamy to szczęście, że stać nas na zapewnienie Jasiowi pomocy bez stania w kolejkach w tzw. państwowej służbie zdrowia. Ale wiem też, że nawet największe pieniądze pewnych rzeczy nie załatwią. Kiedy masz takie dziecko, przewartościowuje ci się wszystko. Kiedy już potrafisz podnieść głowę i spojrzeć ludziom w oczy, zaczynasz się do nich uśmiechać. Naprawdę. Zaczynasz widzieć to, co ważne. To może trudno wytłumaczyć, ale tak jest. Ja wiem, że Jaś nigdy nie będzie lekarzem czy prawnikiem, ale będziemy szczęśliwi, jeśli znajdzie swoje miejsce na ziemi bez nas, rodziców. Zaakceptowałam to. Kocham go takiego, jaki jest. Jest prawdziwy i bezinteresowny we wszystkim, co mówi i robi. Po prostu nie można go nie kochać."
Siedzimy na dworze. Piękna, duża działka, mnóstwo miejsca dla dzieci, spokój i cisza. Jaś przytulony do Gosi, Jaś na jej kolanach, Jaś na leżaku obok.
„ W całej tej historii jest ważne także to, że nigdy nie izolowaliśmy małego od innych dzieci. Niepełnosprawność, to nie choroba. To raczej stan, w którym człowiek się znajduje. Stan, który trzeba zaakceptować, jeśli nie ma innej możliwości. Ale zaakceptować nie znaczy – poddać się i nic nie robić. My staramy się działać w kierunku rozwoju Jasia. Tak, by jak najwięcej osiągnął. Nasz dom był zawsze otwarty. Przychodziły tu inne dzieci, nie zamykaliśmy go przed ciekawskimi spojrzeniami ludzi. Oni też muszą się oswoić i przywyknąć, że obok nich są inni ludzie."
Jest w tym głęboka prawda. Inny nie znaczy gorszy. Więc może warto...
„...umiemy żyć obok zła, nauczymy się jeszcze żyć obok siebie..."
Justyna



























Kontakt:
przepraszam bardzo
ale czy to ma być nasz cel? : „...umiemy żyć obok zła, nauczymy się jeszcze żyć obok siebie...". Nauczyliśmy się mieć wszystko w du..ie, teraz nauczmy się nie deptać innych? Pani Justyno podziwiam Panią, ale z puentą się nie zgadzam! Ja nie umiem żyć obojętnie, ja żyję prawdziwie
Fajnie jest wiedzieć
Tekst zapożyczyłam z piosenki Wodeckiego (dlatego cudzysłów), na marginesie, bardzo mądrej. Wcale nie oznacza, że wszyscy dookoła są źli. Ale jakoś tak jest, że na to co złe nauczyliśmy się patrzeć jak na normę. I właśnie tak, nauczmy się nie deptać innych, bo są warci normalności, nie litości, ale normalności, choć to głupie, że takich postaw musimy się uczyć. I kurczę, muszę dodać coś jeszcze: nieobojętne stodiabłów to mistrzostwo świata. A tak na marginesie, to nie ma co podziwiać, jestem normalna (choć tu już pewności nie ma). A może stodiabłów prawdziwie zechce pojechać z naszą bandą na wycieczkę integracyjną jako "stodiabłowy" wolontariusz?
Justyna
Oooo!
Proszę napisać coś więcej o Waszym "rowerowaniu". O ile termin wycieczki nie będzie kolidował z wcześniejszymi planami, kto wie? ;)
Ogólnie jestem "za"
No niestety
No niestety, to nie będzie "rowerowanie" ( a może i lepiej, rower to straszne urządzenie ). Plany są na sierpień i na pewno zostaną zrealizowane. Wyjazd obejmuje ok. 50 dzieciaków + rodzice no i kilka osób ze stowarzyszenia. Może gospodartstwo agroturystyczne w Turce? Ale jeśli masz fajny pomysł, to chętnie skorzystamy. Kryterium wyjściowe to sensowny teren ( no bo wózki), jakieś zadaszenie ( no bo jedzonko i ew. deszczydło) i coś ciekawego dla dzieciaków. Ale zakładam, że stodiabłów, jako istota diabelsko (w 100%) szybka i lotna coś fajnego znajdzie... :)
Justyna
hmm...
ktoś mi wjechał na ambicję :)
albo
http://www.razemzdzieckiem.pl/?woj=L http://czasatrakcji.pl/pl/attraction/288/zwierzyniec-park-rozrywki.html http://www.kolonieobozy.pl/
Widziałem, że wybieracie się do Stegny(?)
http://www.juraparkbaltow.pl/ szerokie przejazdy, naokoło placu zabaw zadaszenie ze stołami, zwierzyniec zwiedza się busami, więc chyba ok?
Prawie trafiłeś
Organizujemy w Stegnie kolonie letnie, ale dotyczy to dzieci zdrowych (my finansujemy tam pobyt dla tych, które pochodzą z rodzin ubogich). Nie możemy zabrać niepełnosprawnych, bo ośrodek musi być przystosowany (zresztą im dofinansowujemy turnusy rehabilitacyjne). Bałtów jest za daleko, ale resztę już sprawdzam. Jestem pod...diabelskim wrażeniem (do potęgi 100). Dzięki.
Justyna
:(
Już sprawdziłam: w Niemcach byłam osobiście, porażka, Serniki są o wiele lepsze, ale tam byliśmy dwa razy...kolonie obozy wypadają, a to "razem z dzieckiem" muszę dokładniej przedłubać. Choć patrząc na ich ofertę nad Zalewem Zemborzyckim...to chyba nie nasza liga. Jest jeszcze jakaś jaskinia solna w Lublinie...
strzelałem "na pałę"
nie było mowy o odległości. Żałuję, że nie pomogłem :(
spoko
Miałeś dobre chęci, to naprawdę bardzo dużo. Masz rację, nie było nic o odległości, to moja wina. Zakładam, że dasz się namówić na wyjazd, jak już ustalimy szczegóły. Niestety, na razie zawieszam historie naszych dzieci, bo ta, która jest następna, narobiłaby strasznie dużo dymu w tej części galaktyki. Ale bez obaw, "wydłubię" Cię przed wyjazdem. Jeszcze raz dzięki.
Justyna