Paweł Guz: Do tej pory nie wiem czy szczęśliwie wrócę do domu (wideo)
Paweł Guz domaga się 5 mln zł. za krzywdy i straty, które poniósł z powodu niesłusznego aresztowania. Za kratkami przesiedział 17 miesięcy. Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Lublinie ruszył proces.
- Można było mieć wątpliwości do co mojej niewinności ale tylko przez kilka tygodni, co najwyższej 2-3 miesiące – mówił ze łzami w oczach. – Ale dwa, trzy razy badano te same dowody. Doszedłem do przekonania, że sąd i prokuratura mogą ze mną robić co chcą.
Paweł Guz został aresztowany latem 2007 roku. Za pierwszym razem Guz sam poszedł do komendy policji w Lubartowie, żeby zeznawać w sprawie zaginięcia jego kolegi Pawła Marzędy. Został zatrzymany na noc. Potem wrócił do domu. W tym czasie skazany ostatnio na 25 lat więzienia Krzysztof P. pokazał gdzie zostały ukryte zwłoki zamordowanego.
Paweł Guz dzisiaj w sądzie
Winę za morderstwo zrzucił na Guza. Policjanci zabrali go z domu. Tym razem był traktowany jako podejrzany. W sądzie usłyszał, że zostaje aresztowany. Zawieziono go do Zakładu Karnego w Chełmie.
- Wchodziłem do więzienia ze świadomością, że idę tam za nic, z piętnem mordercy, czułem się jak rzucony na rzeź – opowiadał w sądzie.
Podkreślał, że myślał, że prokuratura i sąd szybko zbadają sprawę. Tymczasem wciąż dowiadywał się, że areszt jest przedłużany o kolejne trzy miesiące.
- Nie rozumiem tego, że prokuratura nie mając dowodów trzyma człowieka w więzieniu, żeby w tym czasie badać czy są dowody na jego winę – stwierdził. – To nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością.
Gorzkie słowa skierował w kierunku prokuratury: w mediach twierdziła, że ma dowody na jego winę, nie pozwalała, żeby wycofał oszczędności giełdy, na której spadały notowania akcji. Lekceważyła to, że chce pomóc w wyjaśnieniu sprawy i szczegółowo odpowiadał na pytania na przesłuchaniach.
- Robiłem wszystko, żeby pomóc śledczym, a byłem tak traktowany, że nie wiem co bym zrobił to i tak dostanę dożywocie.
Guz wyszedł na wolność w grudniu 2008 roku. Ale jeszcze długo ciążył na nim zarzut dokonania zabójstwa. Sprawa została umorzona dopiero po dwóch latach.
Twierdzi, że już na wolności bał się o swoje życie.
- Gdy siedziałem w Lubartowie były protesty, mieli mnie za mordercę, bałem się, ze jak ktoś mnie zobaczy to zrobi mi krzywdę. Do tej pory nie wiem czy szczęśliwie wrócę do domu.
W areszcie był źle traktowany przez więźniów, którzy złamali mu nogę. O szczegółach tego incydentu nie chciał mówić. Przed aresztowanie rozkręcał firmę budowlaną w Norwegii. – Potraciłem kontrahentów, którzy dowiedzieli się, ze byłem w więzieniu za morderstwo – mówił. – Wróciłem tam po aresztowaniu, to ci którzy mnie znali, nie chcieli ze mną współpracować.
Następna rozprawa w kwietniu.



Paweł Guz zeznaje w Sądzie Okręgowym w Lublinie






















Kontakt: