Prokuratura o zbrodni w Ostrowie Lubelskim: Specjalnie potrącił, potem zabił
Kobieta zginęła 22 lipca ub. roku na ulicy, niemal w centrum miasteczka. Następnego dnia za kratki trafił jej były mąż. Ukrywał się w lesie. Był z nim syn.
Jan i Zofia Ch. rozwiedli się po kilkunastu latach małżeństwa. Kobieta wynajmowała z dwójką młodszych dzieci niewielki dom przy ul. Nowy Świat w Ostrowie Lubelskim. Pracowała w szkole jako sprzątaczka. Jan Ch. mieszkał ze starszym, 18-letnim synem na stancji w drewnianej chałupie, niedaleko szkoły górniczej. Pracował na budowach.
Prokuratura ustaliła, co mężczyzna robił w dniu zabójstwa. Rano odebrał dokumenty od komornika, z których wynikało, że ma byłej żonie płacić alimenty. Bardzo go to zdenerwowało. Poszedł z awanturą do opieki społecznej, był u komornika i adwokata. Potem chodził po targu i pił piwo.
Zofię Ch. zobaczył na ul. Lubartowskiej, za mostkiem, przy wyjeździe z miasteczka. Jechał z synem volkswagenem golfem.
– Wjechał samochodem na chodnik, potrącił byłą żonę prawą stroną auta. Kobieta przewróciła się, ale wstała i próbowała uciekać – opisuje prokuratura w uzasadnieniu aktu oskarżenia. – Wyskoczył z samochodu, dogonił byłą żonę, zadał jej ciosy ostrym narzędziem.
Potem uciekł autem. Ukrywał się w lasach między Ostrowem Lubelskim a Kaznowem. Gdy zorientował się, że ma a na karku policję, próbował uciekać. Policjanci użyli broni. Padły dwa strzały ostrzegawcze.
Pomocy rannej kobiecie udzielono niemal natychmiast. Najechała karetka, która przypadkiem wracała z innego wezwania. Reanimacja okazała się bezskuteczna.
– Jan Ch. nie przyznał się do zabójstwa, ale potwierdził znaczną część naszych ustaleń – mówi Marcin Siwiec, prokurator rejonowy w Lubartowie.
Mężczyźnie grozi dożywocie.


























Kontakt: