Przy okazji Cudu nad Wisłą
Mniej triumfalizmu, więcej krytycyzmu
Kalumnia przy okazji rocznicy Cudu nad Wisłą
Nie zabierałbym głosu, gdybym nie przeczytał wczoraj krótkiego wywiadu w sobotnio-niedzielnym (14-15.08.) wydaniu Kuriera Lubelskiego na temat Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Wywiad przepowadzono z dr hab. Andrzejem Gilem – historykiem KUL, z-cą dyrektora Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej. Otóż historyk KUL nie podziela poglądu, że Bitwę Warszawską można nazwać osiemnastą najważniejszą bitwą w dziejach świata, ani też, że to zwycięstwo powstrzymało bolszewików przed „rozlaniem się" po całej Europie. To ostatnie przekonanie Polaków nazwał futurologią (po zwycięstwie nad faszyzmem ideologia bolszewicka „rozlała się"nie tylko po Europie- uwaga moja).
Według opinii doktora historyka my- Polacy przeceniamy znaczenie tej wojny. W tym momencie mam satysfakcję z tego powodu, że rok temu przedstawiłem na łamach tygodnika „Wspólnota" swoją tezę, że bolszewicy nie reprezentowali wówczas wielkiej siły, po wojnie domowej w Rosji. Znawca historii naszego regionu Europy potwierdza także, że po wojnie 1920 roku nie było podstaw do jeszcze większych roszczeń terytorialnych na Wschodzie. W swoich ubiegłorocznych rozważaniach napisałem również, że wcześniejsza ekspansja Józefa Piłsudskiego na wschód przyniosła reperkusje w postaci mordów na polskiej ludności (w tym wojskowych) w latach 40-tych XX wieku. Tym samym ocena wielkiego wodza II Rzeczypospolitej nie jest dla mnie jednoznaczna.
























Kontakt:
zachęcam
do przeczytania mojej refleksji z okazji rocznicy Cudu nad Wisłą...