drukuj

Samorządowa teokracja w obronie Telewizji Trwam

Lubartowscy radni na ostatniej sesji głosowali stanowisko w sprawie koncesji dla Telewizji Trwam

Rzecz będzie o koncesji, a raczej o jej nieprzyznaniu, dla telewizji Trwam na użytkowanie multipleksu cyfrowego.

Katolicy w Polsce mają źle. Ich głos w debacie publicznej jest niesłyszalny. Ich wrażliwość religijna jest ustawicznie wystawiana na próbę. Ich sposób medialnej ekspozycji jest wykrzywiany i skarykaturyzowany. Najczęściej ma twarz niewykształconego, ciemnego mohera. Aż trudno uwierzyć, że Polska to kraj katolicki.

Druga strona medalu jest jednak taka, że w debacie publicznej laikatu, czyli świeckiej części Kościoła, nie słychać. Cywilni katolicy milczą. Może to być kwestią jakiegoś przyzwyczajenia, a może też polegać na zwyczaju, w którym wypowiedzi publiczne są zastrzeżone dla Hierarchii. Konkretnie dla Proboszcza.

Taka pragmatyka ma swoje plusy; pozwala zachować jedność przekazu i dyscyplinę publicznej debaty. Ma też jednak wady: w przypadku zaostrzonego sporu politycznego, który dotyka np. kwestii równouprawnienia wierzących, dostępu do ośrodków masowego przekazu, czy spraw moralnych, Hierarchia kościelna jest wystawiona na bezpośredni ostrzał, czy atak nieprzychylnych środowisk, albo mediów. A Laikat, który mógłby brać w takiej debacie udział i neutralizować często niewybredne i niesprawiedliwe zarzuty na pierwszej linii frontu, milczy.

Przykładem jest choćby znaczenie i pozycja medialnego ośrodka katolickiego Telewizji Trwam i Radia Maryja, zbudowanego przez Ojca Tadeusza Rydzyka. Tego potoku pomyj i pomówień, które kierowane są pod jego adresem nie sposób ogarnąć. Nawet, jeśli pojawiają się jakieś nieśmiałe próby publicznej obrony, rozmówca albo internauta, czuje potrzebę zastrzec się, że „on w zasadzie nie słucha i nie ogląda Rydzyka". To typowa reakcja obronna osoby zaszczuwanej i niepewnej swej pozycji w środowisku społecznym.

A przecież obrona mediów Ojca Rydzyka to tak naprawdę walka o podstawowe prawo obywatela do nieskrępowanej i niezależnej od władzy informacji. To jest tak samo ważne w Londynie, w Warszawie i Lubartowie. Dzisiaj istnieje realne zagrożenie, że to prawo dla większości obywateli – katolików, będzie podważane.

Co by nie myśleć o Ojcu Rydzyku, jakiekolwiek by nie było nasze nastawienie polityczne do niego, to działalność medialna tego ośrodka jest warunkiem niezbędnym dla pluralizmu politycznego i wyznaniowego. Kto tego nie rozumie, a jednocześnie toleruje bezkrytycznie np. tygodnik „Nie", lub całkowicie pozaklasowe i obsceniczne „Fakty i Mity", ten jest zwyczajnie nieuczciwy intelektualnie i doktrynalnie.

Co zatem powinno się czynić? Uważam, że szczególnie Laikat ma tu dużą rolę do spełnienia. Oglądać, słuchać, namawiać innych, prywatnie reklamować i popularyzować. Wszystko to osobiście, albo publicznie i pod nazwiskiem. Podpisywać apele, podawać listy z poparciem dalej - tak powinien, według mnie, zachowywać się Laikat w sprawie akcji protestu w obronie „rydzykowych" mediów.

W Lubartowie, po ostatnich wyborach samorządowych, mamy chyba jedną z nielicznych w kraju, teokratyczną Radę Miasta i, generalnie, władzę. Teokratyczną, czyli będącą pod wyraźnym, formalnym wpływem doktryny religijnej. Mianowicie, w łonie Rady zasiada trzech szafarzy, a w okolicach władzy samorządowej jest ich nawet więcej. Niestety, ten ilościowy udział nie przekłada się na jakościowy wpływ na prace lokalnego samorządu. Są niewidoczni, wręcz bierni. Nie uczestniczą praktycznie w debacie publicznej, ograniczając się w zasadzie do podnoszenia rąk w grupowym, stadnym odruchu.

Ten brak aktywności radnych „fundamentalistycznych" można by złożyć na karb braku doświadczenia. Tylko tym brakiem samorządowego stażu, bez moralnych rozterek, należy bowiem tłumaczyć ich udział w podpisaniu słynnej umowy koalicyjnej, na mocy której wywalono z pracy pół roku później pracownika samorządowego, żeby zrobić miejsce dla lokalnego politruka, jakich wielu pojawiło się po wyborach wokół lokalnej władzy. Jestem przekonany, że ich wkręcono, ale to nie tłumaczy wszystkiego.

Powyższe uwagi prowadzą mnie wprost do wydarzeń na sesji Rady Miasta z 27 stycznia, kiedy to pod jej obrady wprowadzono punkt dotyczący solidaryzowania się naszego samorządu z Telewizją Trwam. Do tej pory mam poczucie zawstydzenia z przebiegu owych obrad. Słowa poparcia dla stacji Ojca Rydzyka, w imieniu klubu lokalnego PiS, do którego nominalnie należą radni szafarze, wygłosił znany fachowiec „od wszystkiego" - radny Andrzej Kardasz. Dlaczego nie uczynił tego, w imieniu owego klubu ktoś, kto bardziej wiarygodnie ową doktrynę reprezentuje, czyli któryś z szafarzy. Wystąpienie radnego Kardasza zupełnie zaprzepaściło szanse na powiązanie formy z jego treścią.

Dlaczego Rada Miasta obradowała nad tym punktem? Oczywistą odpowiedzią jest podkreślenie potrzeby chwili, kiedy to tłamsi się prawa katolików do medialnego przedstawicielstwa. Czy metoda protestu była słuszna - mam wątpliwości. Czy należy bowiem rozumieć, że te samorządy, które w tej sprawie nie debatowały, a była ich większość, tego zagrożenia nie rozumieją, albo nie są Polakami? To przecież wnioski nonsensowne, ale, niestety, na naszej sesji Rady padły i takie.

W czasie dyskusji nad wprowadzeniem pod obrady omawianego stanowiska 7-miu radnych wstrzymało się od głosu. Już podczas głosowania, wstrzymujących zostało raptem trzech. Jeden z radnych, Jakub Wróblewski, uzasadniał dlaczego wstrzyma się od głosu, mimo że prywatnie podpisał apel z protestem (podobnie jak ja). Podczas jego powrotu na miejsce, któraś ze starszych pań –widzów, wyraziła wątpliwość, czy jest Polakiem. Jeszcze niedawno nie spodziewałem się, że kiedyś będę solidaryzował się z Wróblewskim. Teraz traktuję to jako nakaz zwykłej przyzwoitości.

Powyższe wydarzenie pokazuje w pigułce, że polska publiczna debata wokół zasad i wartości przerodziła się we wzajemną nagonkę. Do tej nagonki wykorzystuje się ludzi starszych, traktując ich jak mięso armatnie. Pokazując palcem wroga i zaprzepaszczając kolejny raz szansę, że moralność obroni się sama. Podobną sytuację przypominam sobie podczas wcześniejszych prób sztucznego wywołania awantury wokół komercjalizacji szpitala. Starsze panie organizowały jakieś konferencje n/t jego „ratowania", gdy rzeczywiści autorzy zbiegowiska liczyli łupy polityczne i witali się z gąską osobistych korzyści.

Nie mam wątpliwości, że polityczni inspiratorzy debaty na forum Rady Miasta w sprawie obrony Telewizji Trwam wyrządzili tej obronie znaczne szkody. Ci sami ludzie umacniają niesprawiedliwy wizerunek katolików, jako ludzi niewykształconych, słabo politycznie wyrobionych i obskuranckich. To są ci sami ludzie, którzy broniąc dostępu katolików do mediów publicznych, jednocześnie przeciw tym mediom występują. To są bowiem ci sami ludzie, którzy twierdzą, że „ludzie honoru nie kramarzą w mediach".

A przecież można to zrobić inaczej: oglądać Telewizję Trwam, słuchać Radia Maryi, debatować o tym głośno i publicznie, namawiać do tego kolegów z pracy i znajomych z sąsiedztwa, podpisywać gremialnie listy poparcia i dawać świadectwo prawdzie. Zamiast zamieniać debatę o etyce i moralności w polityczną hucpę w Lubartowie, zaświadczać własnym przykładem, że Telewizja Trwam jest ludziom potrzebna; jest potrzebna właśnie mnie i tobie. A jeśli już nawet nie możesz jej strawić, to przełącz kanał, a nie - wykorzystując aparat państwowy - do politycznego rewanżu.

Wydaje się też, ze nie jest to aż takie trudne. Kto bowiem jest po drugiej stronie? Awanturnicy i autorzy głupich i wulgarnych, anonimowych wpisów internetowych? Dlatego lubartowscy „teokraci" powinni wziąć sprawy w swoje ręce. Nie pozwolić, by lokalni cyniczni politrucy zasłaniali się starszymi ludźmi, jak tarczą, by łamać kręgosłupy nielicznym, samodzielnym radnym. Wystarczy, że zaczną mówić , debatować i zaświadczać własnym przykładem. 

Zdjęcia

  • Lubartowscy radni na ostatniej sesji głosowali stanowisko w sprawie koncesji dla Telewizji Trwam
Mam ileś tam lat i na tyle doświadczeń, by na niektóre sprawy reagować pobłażliwe, na inne zaś bez zbędnej zwłoki.
Gregor
Autor:Gregor

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
robert lubartów
robert lubartów czw., 2012-02-02 16:38

teokracja w obronie

Panie Gregor trochę stronnicze ale dobre.Chciał Pan dokopać tym z którymi Pan niedawno zasiadał w "ławce partyjnej" i dokopał.Żal jaki do tych ludzi Pan czuje jednak nie został usunięty .Może i dobrze?

Robert Tomala