Zabójstwo w Ostrowie Lubelskim: Policja zatrzymała podejrzanego Jana Ch. Padły strzały. (aktualizacja)
Czwartek, 13.30, ulica Lubartowska, tuż za mostkiem prowadzącym do centrum miasta. Niedaleko jest remiza strażacka i stacja z gazem – niemal centrum Ostrowa Lubelskiego. 46-letnią Zofię Ch. dopada mężczyzna w samochodzie. Prawdopodobnie najpierw potrąca kobietę. Potem kierowca wyskakuje z auta. Zadaje kobiecie kilka ciosów ostrym narzędziem. Odjeżdża.
- Zobaczyłem, że na jezdni leży kobieta – opowiada pracownik pobliskiego sklepu. – Usłyszałem syrenę pogotowia ratunkowego. Lekarz reanimował kobietę z godzinę.
Karetka nadjechała przypadkiem, bo wracała z innego wezwania. Niedługo potem, już specjalnie, przyleciał helikopter, żeby zabrać ranną do szpitala w Lublinie. Ale nie pomogła nawet natychmiastowa pomoc lekarka.
- Jak przyjechałem to kobieta była już w plastikowym worku – opowiada strażak z pobliskiej remizy.
W czwartek lekarze przeprowadzili sekcję zwłok Zofii Ch.
- Przyczyną śmierci były rany kłute – mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Podejrzany o dokonanie tej zbrodni jest Jan Ch., były mąż zabitej. Prokuratura wydała postanowienie o przedstawienie mu zarzutu zamordowania Zofii Ch. i To były niezbędne formalności, żeby wystawić za nim list gończy, bo od czwartku mężczyzna przepadł bez śladu.
W piatek około godziny 17-stej mężczyzna został zatrzymany. Jak się dowiedziliśmy mężczyzna ukrywał się w lasach pomiędzy Ostrowem Lubelskim a Kaznowem. Gdy zorientował się, że na policję na karku, próbował uciekać. Policjanci użyli broni. Padły dwa strzały ostrzegawcze.
Zofia Ch. wynajmowała z dwójką młodszych dzieci mały domek przy ul. Nowy Świat w Ostrowie Lubelskim. To zagroda przy cmentarzu, zaledwie 200 metrów od miejsca, w którym zginęła. Pracowała jako sprzątaczka w szkole. Sąsiedzi wiedzą o niej niewiele, bo sprowadziła się tam zaledwie przed dwoma miesiącami. Niektórzy nawet nie wiedzą jak wyglądała.
– Spokojna była, opłaty zawsze przed czasem przynosiła – opowiada właściciel domu. – Ale zauważyłem, że jak ostatnio z nią rozmawiałem to była jakaś nieobecna. Jakby zastraszona.
Jan Ch. mieszkał ze starszym, 18-letnim synem na stancji w drewnianej chałupie, niedaleko szkoły górniczej w Ostrowie Lubelskim.
- Byli 18 lat po ślubie, ale normalnego życia u nich nie było, no i ze trzy lata temu się rozwiedli – płacze Bolesława Petryszak, matka zamordowanej. – On coś miał nie tak w głowie. W czwartek w Ostrowie był targ, były zięć latał koło pawilonu i szukał córki. I w końcu ją zakatował. Ona była taka drobna, ze czterdzieści kilo ważyła a on był dwa i pół raza taki co ona.






























Kontakt: