Demokratyczny terror
Od pewnego czasu trwa awantura o jakieś tam ACTA. Pamiętam jeszcze naciski w sprawie elektrowni atomowych. Przypominam sobie niedawną batalię o GMO (żywność genetycznie zmodyfikowaną). Na lokalnym podwórku rozglądam się za tematem komercjalizacji szpitala. Wszędzie jakaś grupa, czyjaś "banda" o coś prosi, przed czymś ostrzega, do czegoś namawia. Wciąż grożą, agitują, napominają, zabraniają i nakazują. Ciągle ktoś mi mówi, że mam być za, albo - przeciw.
Dla tych, co są za, moje milczenie, mój namysł i zastanowienie oznacza wrogość. Dla tamtych, co są z kolei przeciw, moja wstrzemięźliwość jest taką samą wrogością. Mam wrażenie, że zarówno jedni, jak i drudzy, tak naprawdę poszukują wrogów, a nie zwolenników;.Wrogowie bowiem napędzają ich radykalizm, dmą wiatr w ich żagle, uzasadniają sens ich krucjaty.
To są złe czasy na indywidualizm. Dzisiaj trzeba mieć odwagę, żeby nie grać w orkiestrze, nie należeć, nie pieczętować, nie płacić składek, nie pikietować, nie strajkować. Dosłownie - trzeba mieć odwagę, żeby tę odwagę posiadać.
Dzisiaj polityka jest wyłącznie meteorologiczna. Przesuwające się masy powietrza tropikalnego albo antarktycznego (elektorat), w połączeniu z gwałtownymi zmianami temperatury i dużymi opadami deszczu albo wyniszczającymi suszami (debata publiczna) powodują nieodwracalne procesy erozyjne w życiu publicznym. Krajobraz staje się płaski, pozbawiony lokalnych pagórków i szczytów (autorytety i indywidualności).
W tym wszystkim wykluwa się nowe społeczeństwo. Kiedyś Francis Fukuyama wieszczył koniec polityki, która miała znaleźć swój finał w jednorodnej cywilizacji. Ja natomiast widzę ewolucję w kierunku społeczeństwa towarzyszy Szmaciaków i obywateli Piszczyków. Wyłącznie. Aha - będą tam jeszcze Mele Kociubińskie:)


Kontakt: