drukuj

Golenie ze strzyżeniem

Rzecz będzie o sprowadzaniu samochodów używanych z Belgii. I to w dodatku powypadkowych.

Już widzę oczami wyobraźni to kręcenie nosem i wybrzydzanie czytelników: że rzęchy, szroty, badziewie itd., itp. Otóż problem jest bardziej złożony i niejednoznaczny. Omawiana przeze mnie sytuacja dotyczy bowiem sprowadzania samochodów powypadkowych od właścicieli składów , którzy uprzednio kupili te samochody od firm ubezpieczeniowych, które z kolei weszły w ich posiadanie jako spadek po procesie odszkodowawczym.

Stan tych samochodów jest bardzo różny; od ledwo zarysowanych, z niewielkimi uszkodzeniami karoserii, które wymagają niewielkich nakładów remontowych, po całkowicie zniszczone i wręcz zdematerializowane. Zatem cała sprawa polega na tym, żeby za niewielkie pieniądze sprowadzić kilkuletnie samochody z nieuszkodzonym układem napędowym i jezdnym. Na miejscu w Polsce takie pojazdy można odremontować za małe pieniądze. I wtedy gra warta jest świeczki.

Można też jednak nieźle się naciąć. Dlatego też postanowiłem podzielić się doświadczeniem z tymi, którzy takie samochody już ściągnęli, jak i z tymi, którzy zamierzają to dopiero uczynić. Z tego, co wiem, jednych i drugich jest w Lubartowie całkiem pokaźna gromadka:).

Od czego zaczyna się ciąg zdarzeń? Ano od tego, że składamy, jako klienci, zamówienie Pośrednikowi. Jak takiego Pośrednika znajdujemy? Różnie, czasem na zasadzie „jeden pan drugiemu panu". Zdarza się też, że to Pośrednik nas znajduje:). W każdym bądź razie są to kontakty indywidualne, przeważnie dyskretne i konfidencjonalne:).

Klient, po nawiązaniu kontaktu z Pośrednikiem, zamawia samochód. Polega to, mniej więcej, na tym, że ustala się główne parametry zamówienia: typ auta, model, wiek, ewentualnie wyposażenie i wreszcie – cenę.

W tym miejscu czas na drobną uwagę. Mianowicie, Pośrednik na żadnym etapie dokonywanej transakcji nabycia, sprowadzania, remontu i rejestracji Waszego auta nie jest podmiotem dokonywanego obrotu towarowego. Pośrednik cały czas obraca waszymi pieniędzmi, na wasze nazwisko, w waszym imieniu i wyłącznie na wasze ryzyko. Sam niczym nie ryzykuje, oficjalnie nie uczestniczy w dokonywanym obrocie towarowym i nie jest widziany w tym obrocie przez organa, które ten obrót nadzorują, opodatkowują i rejestrują:).

Wracamy do meritum sprawy: ustaliliśmy już z Pośrednikiem co chcemy, np.: Proszę mi sprowadzić kilkuletni, mało uszkodzony Renault Scenic z silnikiem 1,5 dci o mocy 80 km za około 4000Euro ( cztery tysiące). Następnie dajemy Pośrednikowi zaliczkę, np. 500 euro, z którą tenże jedzie do Belgii oraz z naszym i innymi zleceniami. Bo przecież nie będzie tłukł się z jednym zamówieniem przez pół Europy:).

W kolejnym kroku Pośrednik , już z Belgii, zawiadamia was, że coś znalazł. Wysyła wam np. mms ze zdjęciami i doprecyzowuje konkrety. Przykładowo: mówi, że jest fajny czteroletni Scenic z silnikiem 1,5 dci, ale w wersji o mocy 105 km za 5000 euro (pięć tysięcy). I pyta, co wy na to:)?

Pójdźmy dalej i załóżmy, że klient się zgodził. Co dzieje się więc dalej? Ano, za kilka dni Pośrednik wraca z tej Belgii i mówi do Klienta np. tak: - zapłaciłem Belgowi 500 euro. Za dwa tygodnie mogę ściągnąć twoje auto lawetą – to będzie kosztować np. 2000 zł ( dwa tysiące). Daj mi więc pozostałe 4500 euro ( cztery i pół tysiąca). Laweciarz w zamian przywiezie ci auto do wskazanego zakładu blacharskiego wraz z fakturą i dokumentami samochodu.

Wersja tej rozmowy z Pośrednikiem może być też nieco inna. Może on bowiem rzec tak: - masz dopłacić 4500 euro i dostaniesz fakturę, ale ja mam dla ciebie lepszą propozycję – daj mi te 4500 euro, ja ją przekażę Belgowi, ale dam ci fakturę tylko np. na 3500 euro. Zadowoleni będą wszyscy: Belg – bo zapłaci niższy VAT i ty – bo zapłacisz niższą akcyzę:).

W tym miejscu druga dygresja: akcyza to podatek, który płacisz w Urzędzie Celnym w Lublinie. Wynosił on 3,1% wartości nabycia auta dla pojazdów o pojemności silnika do 2 litrów ( powyżej 2 litrów akcyza wynosiła już 18,6%). Tak więc propozycja Pośrednika brzmi atrakcyjne:). Czy na pewno? Zastanówmy się. Skąd np. wiemy, że podana przez Pośrednika cena 5000 euro jest prawdziwa? Czy nie jest tak, że sprowadzany samochód w rzeczywistości kosztuje jedynie 3500 euro ( albo kwotę pomiędzy 3,5 tys. a 5 tys. Euro) . Ponadto Urząd Celny częstokroć za cenę nabycia nie uznaje wartości fakturowej, lecz opiera się na swoich własnych tabelach, co ten podatek, w sposób dla klienta nieoczekiwany, znacznie podnosi:).

Sam jestem tego doskonałym przykładem. Osobiście byłem w Belgii i dopilnowałem negocjacji, nie zgodziłem się na fikcyjną fakturę, wróciłem do Polski, kupiłem walutę na rachunek w kantorze i oficjalnie przelałem te pieniądze poprzez mój bank w Lubartowie do odpowiedniego banku w Belgii. Pokazywałem te sprawdzalne dowody transakcji w UC w Lublinie. Nie pomogło, musiałem bulić dopłatę ponad legalną wartość fakturową. Widać, że Państwo Polskie ceni lojalnych obywateli:).

Jedźmy dalej; za jakiś czas przyjeżdża nasza wymarzona limuzyna do wskazanego przeważnie przez Pośrednika warsztatu blacharskiego. Nie zawsze są to owe przysłowiowe 2 tygodnie – bywa, że upłynie ze 2 miesiące, ale nie czepiajmy się drobnostek:). Dostajemy fakturę, której poświęciliśmy wcześniej wiele miejsca, oraz dokumenty wozu.

Pierwsza rzecz to zapłata za przewóz auta z Belgii. Ja przez Pośrednika zapłaciłem 2 lata temu 2000 zł (dwa tysiące). W tej cenie jest ukryta oficjalna prowizja dla Pośrednika – 800 zł. Pozostałe – 1200 zł – jest dla laweciarza:).

Druga czynność po przyjeździe auta to ustalenie ceny i warunków naprawy. Pośrednik zaproponuje m.in. klientowi, że kupi mu niezbędne do naprawy części. Nie muszę chyba dodawać, ze istnieje realne ryzyko, że takie części, kupowane gdzieś na szrotach w Kurowie, Rykach, Parczewie, są przez Pośrednika wyceniane dwu i trzykrotnie drożej ponad ich wartość:). To w końcu jakaś kolejna forma zawyżania swojej „oficjalnej" prowizji.

W moim przypadku, zleciłem zakup części wprost blacharzowi. Wytłumaczyłem Pośrednikowi, że istnieje ryzyko niedopasowania części do mojego modelu, jeśli kupować je będzie ktoś inny, niż blacharz. Przeszło, choć nie bezboleśnie:).

Kolejny etap epopei samochodowej to legalizacja zakupu i rejestracja auta. Zaczynamy od Urzędu Celnego. Tłumaczenie dokumentów wozu, podatek akcyzowy, opłata badania technicznego, tzw. opłata recyklingowa, opłaty rejestracyjne w Starostwie Powiatowym etc, etc. Razem wychodzi kolejne parę tysięcy złotych, co skutecznie zabija w nas początkowy entuzjazm:).

Po tym wszystkim, stoimy z kluczykami przed naszym wytęsknionym, wychuchanym i wyoczekiwanym cudem motoryzacji. Wsiadamy i... przeważnie jedziemy:). Dopiero po jakimś czasie mogą zdarzyć się całkiem nieoczekiwane problemy. Znam przypadek gościa, który zamówił za ustaloną kwotę model Hyundai Tucson z napędem na obie osie. Dopiero po jakimś czasie przekonał się, że jego wóz jest tylko przednionapędowy:). Oczywiście, szukaj wiatru w polu; Pośrednik nie odbiera komórki, nie ma zarejestrowanej działalności, nie podpisano umowy. Dobrze, że chociaż żona nic nie wie, dopiero by dała do wiwatu.Słowem, kaplica:).

Znam też inną sytuację, gdzie facet zamówił Renault Scenic za 5000 euro z silnikiem 1,5 dci o mocy 105 km, a okazało się, że w rzeczywistości ten egzemplarz silnika ma wersję tylko 80 km, nie wartą więcej, niż 4000 euro. Też nic nie pomogło, mimo, że ten facet był łebski i odkrył przekręt jeszcze na etapie sprowadzania auta do kraju. Niestety, zapłacił już całą kwotę Pośrednikowi. Ten ostatni próbował odsyłać jeszcze klienta do kierownika odpowiedniej stacji Renault w Lublinie, by przekonywać, że czarne jest białe i rzeczony Scenic ma jednak 105 km. W grze było jeszcze przetrzymywanie dokumentów wozu tak, ze klient całkowicie zwątpił. Ja natomiast nie wątpię, że doszłoby do rękoczynów, gdyby klientowi udało się owego Pośrednika dorwać. Po fakcie, niestety...:).

Opisane wyżej przypadki mają dwie przyczyny. Jedna jest taka, że Pośrednik to też człowiek i jego także można zrobić w konia albo może się pomylić. Ma wprawdzie kontakty w Belgii i wieloletnie doświadczenie w ściąganiu stamtąd aut, ale profesjonalnym fachowcem od oceny stanu technicznego samochodu być już nie musi. Bo czy możemy się spodziewać czegoś innego po, dajmy na to, magistrze etnografii, który wprawdzie ma obycie i zna skądinąd belgijskie ścieżki, ale mechanikiem samochodowym to on nie był i nie będzie:)?

Druga przyczyna jest bardziej drastyczna: otóż Pośrednik celowo ukrywa rzeczywisty stan techniczny auta, ocenia, że można mu za nieduże pieniądze przywrócić stan „jezdności", zawyża cenę nabycia, proponuje „fikcyjną" fakturę, która w rzeczywistości jest prawdziwa, dorabiając sobie w ten sposób do teoretycznie niewielkiej prowizji. Oczywiście musi w takim przypadku współdziałać z warsztatem blacharskim, który przywraca powierzchownie owe własności jezdne. Dopiero potem, już za bramą, okazuje się, że np. padła „w drobiazgi" skrzynia biegów.

Czas na morał: wszystko jest dla ludzi roztropnych, rozważnych i rozumnych. Sprowadzanie aut powypadkowych to chyba dalej niezła pokusa. Jeśli tę pokusę utrzymamy w karbach, to możemy być zadowoleni. Zarówno własną satysfakcją, jak i zawiścią sąsiadów:).

Możemy też jednak przeklinać w duchu własną głupotę, lekkomyślność i łatwowierność. Wszystko to w tajemnicy przed bliźnimi, nawet własną rodziną, czy znajomymi. Bo przecież wszystkim im sprzedaliśmy na kredyt informację, że złapaliśmy byka za rogi, kupiliśmy „prawie za darmo" doskonałe auto, że jest ono najlepsze i niezawodne. Dosłownie - „full wypass".

W tych warunkach Pośrednik jest praktycznie bezkarny. Nie przeszkodzi mu w dalszym procederze nawet zła opinia, bo taka po prostu nie istnieje. On sam może dotrzeć do potencjalnego klienta, ale klienci nabici w butelkę są bezbronni. Nikt bowiem nie pochwali się jaką dał plamę. Nie ma też żadnej obiektywnej wymiany opinii między klientami. Każdy z nich przeżywa gorycz zawodu w samotności. Przecież porażka jest sierotą:).

Nie poruszyłem w tym wpisie wszystkich wątków sprawy. Nawet nie miałem takiego zamiaru. Wiem, ze zainteresowanie tego typu transakcjami jest duże. Dlatego proponuję nieco większą rozwagę, niż niektóre znane mi przypadki.

P.S. Wszelka zbieżność treści wpisu z osobami bądź podmiotami w realu jest całkowicie przypadkowa i niezgodna z intencjami autora:). 

Mam ileś tam lat i na tyle doświadczeń, by na niektóre sprawy reagować pobłażliwe, na inne zaś bez zbędnej zwłoki.
Gregor
Autor:Gregor

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
robert lubartów
robert lubartów wt., 2012-01-24 10:26

Golenie ze strzyżeniem

"Możemy też jednak przeklinać w duchu własną głupotę, lekkomyślność i łatwowierność"itd. itp.Tak można odnieść do różnych osób ,prawda Panie Gregor.

Robert Tomala