Kabel z obrad sesji
Wróciłem właśnie z intelektualnej wycieczki do śmietnika z workiem odpadków, którą zafundowała mi Szanowna Połowica i rozsiadłem się nad szklanką gorącej, aromatycznej czarnej herbaty, podaną mi przez Najmileńszą Małżonkę, jako zadośćuczynienie doznanego, w następstwie hańbiącej męskość wspomnianej czynności ,uszczerbku, gdy znajomy terkot komórkowej lajli wyrwał mnie z błogiej kontemplacji:
- Część inżynierze, byłeś na sesji ? – padło pytanie z gatunku tych, co to pytany wie, że pytający zna odpowiedź:).
- A gdzie zgubiłeś magistra ? – w odpowiedzi chciałem zyskać na czasie.
- Nie czepiaj się pierdół i mów, co było? – kolega nie zamierzał się taplać w niuansach.
- Ano, jeden z radnych nazwał mnie kablarzem – „wyrzuciłem z siebie ten gniew", za poradą tekstu Kasi Kowalskiej:). ( Tę artystkę, skądinąd, bardzo lubię:)).
- A to ciekawe, opowiedz. Czy to ten, o którym ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem? – mój rozmówca na jednym bezdechu wystrzelił nie znoszące sprzeciwu żądania.
- Co tu gadać – sztucznie powiększałem napięcie – poszedłem do kącika socjalnego obok sali obrad, żeby sobie starym zwyczajem zaparzyć kawę, gdy nagle wszedł ten, co ja wiem, że ty wiesz. Zaskoczony, spojrzał na mnie i przez zęby wycedził: - kabel.
- No i co, co? – kolega poczuł krew:).
- No i, gdy zamierzałem zrobić to, co robiłem zwyczajowo wobec niego przez cztery lata, on też zrobił to, co wobec mnie przez owe lata czynił w takich sytuacjach – przeciągałem strunę do niemożliwości:).
- Mów, mów – czułem, że kolega czeka na prokuratora z całą zawartością kodeksu karnego:).
- Czyli, literalnie zwiał drugim wyjściem – zawiesiłem głos w niedookreśleniu:).
- Słuchaj, a co ty właściwie chciałeś wobec niego uczynić? – zorientowałem się, że kolega zaskoczył po niewczasie:).
- Jak zwykle, ogromem swego jestestwa chciałem zdruzgotać jego nikczemną małość. Skończyło się chyba jednak tylko na wątłym: krętaczu, którego i tak prawdopodobnie nie usłyszał, pośpiesznie opuszczając zadżumiony moją personą lokal – miałem poczucie, że kolega spodziewa się nie tego:).
- Dobra, dobra - rozmówca z wyraźną ulgą zmienił temat – a co było na sesji? – zapytał bez entuzjazmu.
- Jak wiesz, na sesji byłem głównie ja – zebrało mi się na wątpliwy dowcip – a, na serio to dotrwałem do MOSiR-u – starałem się być lakonicznie precyzyjny:).
- I co radni uchwalili? – zapytał zdawkowo.
- Mianowicie uchwalili, że za dodatkowe około 200 tysięcy złotych rocznie za trzy, cztery nowe stołki dla koalicji zmienią pozycję – starałem się jak najwierniej odtworzyć przebieg obrad:).
- Nie dzwonię po to, by gadać z tobą późnym wieczorem o seksie grupowym, lecz by poznać stanowisko radnych w sprawie opieki nad miejskimi obiektami sportowymi – kolega najwyraźniej nie poznał się na mojej retoryce:).
- Naprawdę tak było –zaperzyłem się nazbyt jednak sztucznie – Pan burmistrz w dyskusji powiedział, że miasto 20 lat nie zmieniało pozycji w sprawie opieki nad obiektami sportowymi i dlatego one są w tak złym stanie. Dalsze nie zmienianie tej pozycji ten stan tylko pogorszy – starałem się jak najdokładniej przekazać zasłyszane na sesji treści.
- Czy to znaczy, że Pan burmistrz uważa, że sama zmiana pozycji załatwi sprawę? – kolega, moim zdaniem, przekroczył cienką czerwoną linię, oddzielającą ironię od obsceny:).
- Nie wiem, co Pan burmistrz miał na myśli – odrzekłem bez przekonania – ja natomiast już wiem, że sama zmiana pozycji trzęsienia ziemi nie wywoła – nie do końca byłem pewny, czy i ja nie wkraczam w niebezpieczne rejony dyskusji:).
- O to to, to samo mówi mi moja przyjaciółka – sarkastycznie zareagował kolega.


Kontakt:
właśnie z obrad sesji
Myślałem że napisze Pan na inny temat?Wydawało mi się ciekawszy . Widocznie emocje i prywatne sprawy były bardziej zajmujące. Wcześniejsze Pańskie teksy czytało się ciekawiej.Co nastąpiło ,że zmiana taka ?
Rozbieżności w ocenie
Przyjdzie czas i na "tamte" sprawy. Oczywiście, nie podzielam pańskiego zdania odnośnie "ciekawości" tematu. Ten wydaje mi się najciekawszy:)
Piękności...
A to dowód, że Kasia Kowalska jest dobra: http://www.youtube.com/watch?v=dU6WKCRZbRU&feature=related . Albo to: http://www.youtube.com/watch?v=N5wAY4cahHM&feature=related .
A mnie
się czyta lepiej te "męskie rozmowy kontrolowane":) Może dlatego, że długich opisów w książkach nie lubię i jak się da, to omijam:) Pomijając już treść, w której jak bumerang wraca wciąż ten sam temat. Rozumiem, że czujesz się skrzywdzony Gregor, ale jest coś takiego, jak wybaczenie. Gdzieś znalazłam takie mądrości:
"(...) O wiele trudniejsze może okazać się wybaczenie innym, którzy cię skrzywdzili. Żal i ból są często tak silne, ze nie potrafisz „odpuścić”. Zasklepiona w sercu pretensja niszczy człowieka od środka i zamyka na przepływ dobrej energii. Jest jak jad, który z serca wraz z krwiobiegiem rozprzestrzenia się po całym ciele i sprawia, ze wszystkie komórki po kolei obumierają... To właśnie żal, gorycz, pretensje są przyczyna większości nieuleczalnych chorób.
Ponadto tworzy to w psychice syndrom ofiary, syndrom, który znowu przyciąga do ciebie wszystko, co najgorsze, bo taki wzorzec sobie wybierasz... A przecież powiedziano: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy”. Wybaczenie drugiej osobie przynosi prawdziwą wolność, odblokowanie przepływu energii i gotowość na przyjęcie dobrych rzeczy.
Jeśli trudno ci zrozumieć ten temat, uzmysłów sobie, ze wszystko, co się wydarza, sam przyciągasz, zatem ta osoba, która zadała ci ból została przez ciebie przyciągnięta, żeby ci coś ważnego uświadomić. Na przykład to, ze masz coś jeszcze do przerobienia na drodze rozwoju. A może po prostu masz się nauczyć cierpliwości? Druga osoba to najczęściej lusterko, które pokazuje nam nie tylko nasze ładne oczy, ale także pryszcz na nosie, który trzeba usunąć lub resztki rozmazanego tuszu na policzku, który trzeba zmyć. Jeśli tak potraktujesz to wydarzenie, będzie ci o wiele łatwiej, bo zrozumiesz, ze ten człowiek był tylko narzędziem twojego wewnętrznego wzrostu, był nauczycielem i motywacją do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad sobą.
Jako lekarstwo zastosuj afirmacje wybaczające lub napisz list do tej osoby, wyżal się w nim, powiedz, o co masz żal, po czym spal ten list w piramidce ze świadomością, ze spalasz w ten sposób swoje pretensje do tej osoby. Można tu zastosować każdy rytuał, który wyda ci się skuteczny. Proponuję ciekawą medytację, która systematycznie powtarzana przynosi oczekiwane efekty.
Usiądź wygodnie w spokojnym miejscu, zamknij oczy, wycisz się za pomocą rozluźnienia lub koncentracji na oddechu. Wyobraź sobie, że przed tobą siedzi osoba, do której masz żal, twój "wróg". Wyprowadź z serca złote światło miłości i wybaczenia i jak kokonem otul tą osobę. Mów do niej w myślach: "wybaczam ci wszystko, co mi uczyniłeś. Bóg w moim sercu ci wybaczył, zanim jeszcze uczyniłeś zło i ja też ci wybaczam. Dziękuję za lekcję, jaką od ciebie otrzymałem. Wiem, że było mi to potrzebne i że sam ciebie przyciągnąłem do swojego życia. Błogosławię cię, żyj szczęśliwie." Po chwili światło wraca do twojego serca, a ta osoba znika. Możesz pomału otworzyć oczy i zakończyć medytację.
Otaczanie "wroga" światłem jest najskuteczniejszą metodą na uzdrowienie stosunków z drugim człowiekiem. Jeśli medytujemy systematycznie, jeśli naprawdę wybaczymy - nasz "wróg" przestaje nas atakować, zmienia stosunek do nas, zło znika. Czasem, kiedy jest to szczególnie negatywna energia - ta osoba znika po prostu z naszego otoczenia, na przykład wyprowadza się lub wyjeżdża. Podana tutaj medytacja ma bowiem właściwości oczyszczające także drugiego człowieka, pod warunkiem, że wykonujemy ją szczerze, z prawdziwą intencja wybaczenia."
Beż wydarzeń w "kąciku socjalnym" cały wpis byłby o wiele bardziej rzeczowy i na pewno wydawałby się bardziej obiektywny...
Psychoanaliza
@efka:A już, efka, myślałem, że sama to napisałaś:); wygląda mi to na, niezgodne z doktryną chrześcijańską, odczynienia uroków:).
P.S. Akurat wydarzenia w "kąciku socjalnym" były prawdziwe:).
Każdy sposób jest dobry,
@Gregor:aby tylko był skuteczny:))) Sama wiem, jak trudno jest wybaczyć, ale trzeba próbować... Zemsta nie daje satysfakcji, na ogół pozostawia niesmak w nas samych. Wszak mszcząc się też stajemy się źli. Umiejętność wybaczania to o wiele trudniejsza sztuka, ale daje przynajmniej wewnętrzny spokój i sprawia, że nie mamy sobie nic do zarzucenia. No i wrogów mamy znacznie mniej...:))) Wystarczy uwierzyć, że uczynione zło zawsze wraca do tego, kto je czyni... to już chyba zgodne z chrześcijańską doktryną? I tym razem napisałam sama:)))
!
@efka:"To właśnie żal, gorycz, pretensje są przyczyna większości nieuleczalnych chorób."
Gdyby temat nie był tak poważny mogłabym się uśmiać, jak koń. No po prostu Nobel za odkrycie tajemnicy żywota wiecznego. Amen ;)
Już na wstępie ten cytat zalatywał mi okultyzmem, a nawet sekciarstwem, dlatego poszłam na pierwszą lepszą stronę, którą podpowiedziała mi moja wyszukiwarka i co? I nie pomyliłam się! Otwarła mi się „Prosperita” - strona o rozwoju wewnętrznym...
Katolicy mają swój Dekalog, w którym już pierwsze przykazanie zabrania stosowania praktyk i wiedzy okultystycznej.
Ale dobrze – pofantazjujmy.
Czy chorzy, którzy przesiadują w kolejkach do onkologa i nie tylko, to wg Ciebie bardzo źli ludzie, do których wróciło zasiane wcześniej zło? Czy ci ludzie mają być żywym świadectwem klęski walki Kościoła o dusze wiernych? W każdym razie do takiego przekonania usiłuje nas sprowadzić lektura tego artykułu, pod którym zresztą nikt się nie podpisał(Tajemnice wybaczania).
Dlaczego pominęłaś ten fragment: „ Rak zżerający człowieka od środka jest najczęściej wynikiem braku wybaczenia i tkwieniu w starych urazach.” Jest on przecież częścią całości?
Hm..Że krzywdzący?? Sami sobie winni – czy tak? Może nie wszyscy chorzy na raka, to źli ludzie? No tak, ale jak tu teraz z tego wybrnąć;)
Nie sądzę, żeby takie było Twoje zdanie, ale zanim się na coś takiego człowiek zdecyduje – proponuję, żeby rozejrzał się dokładnie wokół siebie, a wtedy runie teza o „zawinieniu” chorobie...
PS. Moja powyższa pisanina jest wynikiem własnych przemyśleń, jeżeli chodzi o wiedzę medyczną, dot chorób i czynników rakotwórczych mogę polecić jedną stronkę. Też na „W”, ale to nie od „winy i kary”;) http://pl.wikipedia.org/wiki/Wirusy_onkogenne
Oj Ela...
@Ela Was:też wklepałam hasło w googlach i też to pierwsze, co otworzyłam:))) Broń Boże straszyć nikogo nie zamierzałam, ani też namawiać do okultyzmu, hihi, ale wszystko jest oparte jednak na psychologii człowieka i rzecz w tym, że takie pielęgnowanie w sobie złości najbardziej niszczy nas samych... Pominięty fragment po prostu mnie rozbawił, wywaliłam, co oznacza, że w tej kwestii całkowicie się z Tobą zgadzam:)))
Dziewczyny
@efka:Problem winy i kary najlepiej chyba zanalizował i przekopał Fiodor Dostojewski w "Zbrodni i karze". Polecam na niedzielne, zimowe wieczory:).Sądzę jednak, że zbyt serio podchodzicie do analizy lubartowskich igraszek:).
Fakt
@Gregor:Nieco zboczyłyśmy z głównym kursem... Ten temat też daje pole do puszczania wodzy fantazji, bo cóż gorszego od "Winy i kary"? Chyba tylko wina Ikara(i to też niejednoznaczna) :))
Wszystko i tak sprowadza się do naszej wiary
@efka:Bywa, że bierzemy z niej to, co jest dla nas wygodne, a pomijamy dogmaty, które kłócą się z światopoglądem (ja sama często się na tym łapię).
Znalazłam fajną anegdotę ks. Jaka Twardowskiego:
„Podano mi adres profesora R.F., który chciał przyjąć chrzest święty. Zadzwoniłem do jego drzwi. Otworzył mi ogromny mężczyzna.
Na jakiej wyższej uczelni ksiądz wykłada? - zapytał surowym głosem.
Uczyłem przez sześć lat dzieci upośledzone – odpowiedziałem.
Popatrzył na mnie i zaprosił do pokoju. Zaczęło się przygotowanie do chrztu. Ponieważ wiedziałem, że mam do czynienia z wybitnym naukowcem, starałem się tłumaczyć Biblię, jak to się mówi, na rozum. Tłumaczyłem, że żona Lota nie zmieniła się w słup soli, po prostu autor posłużył się językiem obrazowym. Nieraz się mówi: „ stanął jak słup przy tablicy i nie wie, co powiedzieć”. Tłumaczyłem, że Mojżesz, wychowany w pałacu faraona, poznał ówczesną astronomię i obiecał, że wyprowadzi Żydów z Egiptu w czasie pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Przewidywał, że pełnia Księżyca spowoduje odpływ morza, a przecież wiedział, że wtedy przedostaną się suchą noga przez Morze Czerwone.
Profesor nie był ze mnie zadowolony.
Mnie tak tłumaczyć nie trzeba. Wierzę dosłownie w to, co mówi Biblia. Po prostu doświadczyłem w życiu rzeczy niezwykłych.
I opowiedział mi taką historię:
„W czasie wojny, w obawie przed Niemcami przedostałem się do Związku Radzieckiego i znalazłem się w kręgu polarnym. Były tam jeszcze święte gaje i stały tam też pomniki Lenina i Stalina. Pewnego dnia bardzo ciężko zachorowałem. Zawieziono mnie do szpitala w mieście, położono na sali na drugim piętrze. Podobno byłem w stanie beznadziejnym. Ponieważ zaczęto zwozić rannych żołnierzy z frontu, a brakowało miejsc w szpitalu, w ogólnym rozgardiaszu zostałem spisany na straty i wyrzucony przez okno na podwórze. Nie tylko nic mi się nie stało, ale ugryzł mnie komar, który – okazało się – miał jad mający właściwości antybiotyku. Szybko się wyleczyłem. Ponieważ wszystko to przeżyłem, wiem, że wszystko, co wydaje się niemożliwe – jest możliwe.
Nie potrzeba mi tłumaczyć tak jak ksiądz. Wierzę, że żona Lota mogła zamienić się w słup soli i że Morze Czerwone rozstąpiło się przed Mojżeszem”.
Co zacytowany fragment wnosi do dyskusji? Wg mnie niektórym potrzebna jest interpretacja, a innym nie. Ja „uczepiłam się” Twojego cytatu, bo przeczytałam kilka książek o New Age itp., które głoszą nastanie powszechnego dobrobytu i ogólnej szczęśliwości. To Elementarz od robienia wody z mózgu, który (przy czystych intencjach) może narobić ludziom wiele krzywdy.
Nie wiem, czy lubisz Chylińską
ale ona wybaczyła:))) http://www.youtube.com/watch?v=1bQQvwWNMHs&ob=av3n
Chylińska?
@efka:...znakomita, ale tylko w O.N.A: http://www.youtube.com/watch?v=xoCd3_kAvPQ . Kiedyś opublikuję różne muzyczne rankingi; będzie tam miejsce i dla niej:)
kanon
Do odpuszczenia potrzeba: wyznania grzechów, wyrażenia skruchy i zadośćuczynienia:). Do tego droga daleka, ale wszytko przed nami:)
Od odpuszczania Gregor
@Gregor:to jest znacznie wyższa instancja:))) A wybaczać innym ich błędy może każdy z nas:))) Czasem wystarczy wyciągnąć rękę, nawet jak zostanie odrzucona, to przynajmniej pozostaje satysfakcja, że próbowaliśmy...
Przeznaczenie
@efka:Widzę, efka, że Dobra Samarytanka z ciebie:) Proponuję jednak, byś dobro czyniła wśród ludzi złych. Ja, choć grzesznik, opowiadam się po stronie Dobra. Zatem będę cię wspierał, gdy swe misjonarskie skłonności skierujesz ku ludziom bardziej tego potrzebującym. Jestem bardzo twoją postawą zbudowany i pokrzepiony. Tego mi dzisiaj było trzeba:)
widzę
że Pan niezrozumiał żartu z okultyzmem .Trzymam Pana za słowo że wróci Pan do tego co zamierzał napisać gdy siedział Pan na obradach Rady Miasta.
Po pierwsze - cyt.: "A już,
@robert lubartów:Po pierwsze - cyt.: "A już, efka, myślałem, że sama to napisałaś:); wygląda mi to na, niezgodne z doktryną chrześcijańską, odczynienia uroków:)." - wygląda, że, o dziwo, zrozumiałem żart.
Po drugie - nie lubię, jak ktoś mnie pogania, bez mandatu, by to czynić:). W takich sprawach potrzebny jest rozsądek i umiar, by nie ulegać impulsywnym emocjom. Podtrzymuję wolę podjęcia tematu, ale to ja będę decydował, kiedy "napadnie" mnie natchnienie:). Deklaruję, nie poganiany:), że to będzie szybciej, niż wolniej:).Mam pomysł na pewne ostre podejście do tematu. Niestety, chyba długie:))
bez mandatu,
Jeżeli uraziłem,PRZEPRASZAM.Rzeczywiście intelektualistów się nie pogania.Czekam z niecierpliwością na radosną :) twórczość. Każdy Pana tekst czytam z wielkim zainteresowaniem (oczywiście nie te które przesiąknięte są nienawiścią chęcią odwetu) natomiast cała reszta jest naprawdę zajmująca.
Słownik języka polskiego
@robert lubartów:Cyt.: "...oczywiście nie te które przesiąknięte są nienawiścią...".
To jakiś absurd. Zawsze walczyłem z nienawistnikami i nikczemnikami, by teraz "polec" od własnej broni:).
Ale zaraz, zaraz; proszę pokazać cytaty na udowodnienie swojej tezy. Przecież nie będę w ciemnej ulicy do rzezimieszków wierszy deklamował, tylko piąchy w kułak i....:). Na nienawiść są lepsze metody: ironia, groteska, demaskacja obłudy etc. I tego się, póki co, będę trzymał.
Na koniec proponuję większą dosłowność:).
oczywiście
Rozumiem że "świat według Gregora" to walka z nikczemnikami i nienawistnikami.Cudownie opiera się Pan o ścianę "prawdy".