Pani Euphoria do Pana Frusstratha
Poniedziałek 22 listopada 2010 roku, godzina, powiedzmy, 9.30. Pierwszy dzień po ostatnich wyborach samorządowych. Siedzę nad tekstem umowy, w którą ktoś wkręcił zręcznie tzw. dyferencjał spotowy i zastanawiam się nad jego skutkami. Poranne zapętlenie neuronów przerywa dźwięk komórki:
- Cześć Grzesiek, przyjedź, jesteś mi potrzebny – znajomy, a jakby zupełnie inny, głos „pięcioletniej" koleżanki wyrwał mnie z odmiennego niż zwykle stanu skupienia.
- To nie wiedziałaś wcześniej, że będę ci potrzebny – usłyszałem głos z tłumioną frustracją i nieudolnie skrywanym przygnębieniem. Niestety, to był mój głos:).
- Wiem, wiem, ale teraz musimy obgadać kilka spraw – radosny trel „jeszcze koleżanki" słabo korespondował z moim powyborczym nastrojem:).
- Chyba coś żeśmy ustalili wcześniej, że gdy jedno z nas przegra, a przegrać musiało, znika z partyjnej polityki – próbowałem być pryncypialny. Sam jednak czułem, że brzmi to tak jakoś żałośnie i zbytnio historycznie:).
- To ty tak ustaliłeś, ja nic nie ustalałam. Ale, ale – powiedz Grzesiu, że to ja jestem teraz szefem – głos „jeszcze koleżanki" stawał się głosem „już Szefowej":).
- Jakoś przez poprzednie 4 lata nie było to dla ciebie problemem – próbowałem bez przekonania odwoływać się do wspólnoty duchowej już nie z koleżanką, a rodzącą się, niczym Afrodyta z morskiej piany, Szefową:). Bezskutecznie; wspólnota gasła tak szybko jak prędko zapalała się na niebieskim firmamencie Supernowa Szefowej. Jeszcze nie wiedziała, że rozbłysk Supernowej kończy się zawsze Czarną Dziurą. Ale wszystko przed nią; znaczy się, przed Supernową:)
- To teraz nieważne. Proszę, powiedz, że to ja jestem szefową – wiedziałem instynktownie, że to radosne powtórzenie „już Szefowej" nie było przeznaczone dla mnie, lecz dla towarzystwa po drugiej stronie połączenia:).
- Dobrze, jesteś szefową ale „ nie naturalną", lecz funkcyjną – próbowałem zbyt zawile zwrócić uwagę na rozróżnienie formalne i nawiązać do już pojawiających się przed wyborami sformułowań przydupasów „jeszcze koleżanki" typu: „Naturalny Przywódca". Bez wątpienia, byłem śmieszny i malutki:). – Czy nie uważasz, że powinnaś zająć się tworzeniem koalicji, a nie jakimiś duperelami? Koledzy, tam za ścianą, z pewnością nie będą na ciebie czekać daremnie – nie wiem, po jaką cholerę chciałem do końca być bezbarwny i zasadniczy:).
- No właśnie, wszystko jest pod kontrolą ale chciałabym, żebyś wpadł – znowu „jeszcze koleżanka" niezbyt stanowczo starała się osiodłać swój bezgraniczny triumfalizm. Bez dwóch zdań, miało być tak samo jak było przez ostatnie cztery lata, ale tak, żeby mnie nie było:). To zdecydowanie przerosło moje zdolności przystosowawcze:).
- Musicie radzić sobie sami. Pozdrów towarzystwo – sam nie wierzyłem, że potrafię zerwać z przeszłością. I miałem rację – to towarzystwo zerwało ze mną:). Nieodwołalnie.


Kontakt: