Proletariusze obu Gmin łączcie się
W rzadkich chwilach błogiego, domowego spokoju ten przerywany jest albo brakiem gazu z butli, albo natarczywym telefonem. Pierwszy problem załatwiłem gazem z sieci. Drugi został spotęgowany; komórka znajdzie cię wszędzie, nawet na sedesie:
- Część inżynierze, magistrze zresztą – kolega pragnął dowcipnie sparować moją przypuszczalną odzywkę:).
-Ano cześć, co chcesz w wolnej chwili odsapu, jak mawia klasyk? – dobitnie dawałem koledze coś do zrozumienia:).
- Słuchaj, dzwonię prostodusznie, bo chcę poznać twoje zdanie w sprawie informacji z miasta, że pieniądze ze Szwajcarii płyną już na sortownię – kolega zlekceważył moje oznaki zniecierpliwienia.
- A to Szwajcaria jest za morzami, że pieniądze , jeśli płyną to muszą płynąć? – udałem przywiązanie do dosłowności. – A może chodzi o Szwajcarię Kaszubską – tu już nie stosowałem kamuflażu:).
- Nie trenuj na mnie ironii. Jest wcześnie, więc z pewnością możesz myśleć. Wal bez owijasów, co o tym sądzisz? – kolega z pewnością wiedział, czego mi potrzeba o 8-mej rano:).
Wiesz co, ja nie będę komentował zachowań ludzi, którzy tworzą problemy, by je potem w glorii sławy rozwiązywać - zacząłem wchodzić na moją typową częstotliwość nadawania.
- Dobrze, już dobrze, ale do rzeczy – kolega poczuł niebezpieczeństwo tyrady:).
- Mam inne rozwiązanie – wysłałem bez ogródek sygnał, że nie chcę odpowiadać na proste pytania - jak dwóch urzędników się nie znosi, to można zrobić tylko jedną rzecz – zawiesiłem głos na chwilę.
- Jaką, jaką? – kolega dał się złapać w pułapkę.
- Posadzić ich w jednym pokoju, by razem połknęli tę żabę – wysunąłem, godne Nobla, rozwiązanie:).
- A jak to się ma do meritum sprawy, czyli do szwajcarskich pieniędzy na dokumentację? – kolega najwyraźniej nie zrozumiał geniuszu mej wypowiedzi:).
- Proponuję połączyć w jeden organizm obie te jednostki samorządu terytorialnego. Innymi słowy namawiam, by Miasto Lubartów i Gmina Lubartów stały się jednym samorządem – miejsko-wiejską Gminą Lubartów – cedziłem słowa, jak serwatkę przez sito.
- Zaraz, zaraz a gdzie tu nawiązanie – reakcja kolegi wskazywała na głęboki pourazowy szok:).
- Chłopie, miasto Lubartów ma tylko 13,9 km2 powierzchni a gmina Lubartów – 159 km2. Dzieci wiejskie chodzą do szkół miejskich, połowa wsi, czyli 12, zasilana jest z miejskiego wodociągu, ludzie z gminy pracują w mieście, a ci z miasta budują się na wsi. Wiejskie śmecie wozi miejskie przedsiębiorstwo, a ścieki przyjmuje też miejski punkt zlewny. Miasto dusi się we własnym sosie, podpisuje niedorzeczne porozumienia z Gminą, jak Niemcy akt kapitulacji z Koalicją Antyhitlerowską. – wysuwałem kolejne argumenty, jak szuflady z dawno nie otwieranej komody:).
- Dalej nic z tego nie rozumiem – kolega szukał zasłyszanej logiki, jak ryba wody.
- Człowieku, czego ty nie rozumiesz? – przedłużałem egzekucję, niczym masochista samobiczowanie – Już wiele lat lokalne samorządy ze sobą nie współpracują. Teraz miało być lepiej, a jest jeszcze gorzej. Skoro zafundowaliśmy sobie wójta burmistrzem, to dlaczego mamy nie zespolić coś, co i tak stara się być razem ponad głowami niedojrzałych politruków. Przecież mieszkańcy tych gmin są i tak połączeni więzami społecznymi, kulturalnymi, i gospodarczymi. Sortownia jest tego klasycznym przykładem: biegali z jej lokalizacją po całym powiecie, jak, za przeproszeniem, ze śmierdzącym jajkiem. Gdyby to był wspólny dom, już dawno jego lokatorzy by się dogadali – czułem, że w marksistowskiej dialektyce osiągnąłem dobre rezultaty:).
- No dobrze, a co z omawianymi wcześniej pieniędzmi ?– kolega najwyraźniej poddał się mojej metodzie zmiękczania rozmówcy:).
- W tym sensie, to temat zastępczy. Sprzedają nam swoją porażkę jako sukces. Już kilka lat powinno toczyć się postępowanie inwestycyjne sortowni prowadzone przez zjednoczony samorząd, a nie spory skłóconych i pazernych na władzę notabli. Uważam, że do sortowni jest dalej, niż bliżej – zakończyłem filipikę. Wraz z pukaniem do drzwi synka, bym wreszcie opuścił toaletę:).


Kontakt:
hmm...
Biorąc pod uwagę, że zgodnie z możliwością zmian, które daje ustawa o samorządzie gminnym:
"Art. 4b. 1. Wydanie rozporządzenia, o którym mowa w art. 4 ust. 1, na wniosek rady gminy wymaga:
1) wniosku rady gminy poprzedzonego przeprowadzeniem przez tę radę konsultacji z mieszkańcami, wraz z uzasadnieniem oraz niezbędnymi dokumentami, mapami i informacjami potwierdzającymi zasadność wniosku,
2) opinii rad gmin objętych wnioskiem, poprzedzonych przeprowadzeniem przez te rady konsultacji z mieszkańcami, a w przypadku zmiany granic gminy naruszającej granice powiatów lub województw - opinii odpowiednich rad powiatów lub sejmików województw,
3) opinii wojewody właściwego dla gminy lub gmin objętych wnioskiem.
2. Do wniosku i opinii, o których mowa w ust. 1, przepisy art. 4a ust. 2 i 3 stosuje się odpowiednio.
3. Rada gminy występuje z wnioskiem, o którym mowa w ust. 1, do ministra właściwego do spraw administracji publicznej za pośrednictwem wojewody, w terminie do dnia 31 marca.
4. Rada Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, tryb postępowania przy składaniu wniosków, o których mowa w ust. 1, oraz dokumenty, które należy dołączyć do wniosku."
oraz z faktem, że przychylność wojewody raczej mielibyśmy zapewnioną(jeżeli potwierdzą się informacje o nominacji Mariana Starownika na funkcję wicewojewody) - mam pytanie.
Który samorząd miałby wystąpić z wnioskiem o połączenie? Moim zdaniem, na "fuzji" bardziej zależałoby Gminie Lubartów, no ale co wtedy z naszą RM, z burmistrzem, PiS-em, PO, WL, Sąsiadami itd.? No i w końcu co z PSL? Ale Oni raczej nie powinni się w takim wypadku martwić o swój los. W końcu mieliby większą szansę na wybór do Władz nowopowstalej jednostki administracyjnej z większym udziałem elektoratu wiejskiego.
Właściwie do tej pory nie było(raczej?) przedstawicieli PSL-u w RM, jeśli nie liczyć Pana Bednarskiego z Sąsiadów, który przecież korzystał w wyborach z rekomendacji tej partii.
Jestem takim proletariuszem z
Jestem takim proletariuszem z gminy i ani mi się śni łączyć się z jakimś tam Lubartowem.
To fantasmagorie wydumane na desce sedesowej. Proszę wymienić choćby jeden powód dla którego gmina Lubartów miała by być zainteresowana takim połączeniem. Taki układ być może sprawdza się w małym Ostrowie lub Kocku ale na pewno nie działałby dobrze w Lubartowie.
Jedynym powodem mogło być lepsze samopoczucie nielicznych mieszkańców cierpiących jeszcze na „kompleks wsi”.
Twórczy ferment
Ja tam kompleksu wsi nie mam w pewnością:).
Gmin miejsko-wiejskich jest w Polsce sporo. Są tak duże jak np.Piaseczno - ok. 72 tys.. obywateli, a także większe niż Lubartów, np. Grodzisk Mazowiecki - 28 tys. mieszkańców. Na Lubelszczyźnie, to np. Opole Lubelskie, Poniatowa, Parczew, Łęczna, czy wspomniane Kock i Ostrów Lubelski. Zatem kryterium wielkości nie ma tutaj znaczenia. Liczy się wspólnota interesów i wzajemnych powiązań.
Gmina Lubartów mogłaby liczyć na korzyści w polityce oświatowej, w infrastrukturze społecznej , kulturalnej i technicznej. We wspólnej gospodarce przestrzennej. I, generalnie, w ekonomice.
Nic na siłę; chodziło mi raczej o wywołanie twórczego fermentu. Że nie musimy chodzić, jak stado baranów, za osłami, którzy też drogi nie znają:).
Poza tym, "fantasmagorie wydumane na desce sedesowej" wcale nie muszą być traktowane pejoratywnie. Czy uważasz, że myśli "salonowe" są z założenia lepsze i czystsze:)?
Pieniądze ze Szwajcarii płyną już na sortownię
Jeszcze nie płyną, ale może stać się to faktem. Rada Gminy Lubartów podjęła uchwałę dot. przystąpienia do zmian w planie zagospodarowania przestrzennego w kontekście ZZO w Rokitnie. W tym momencie oprócz miasta i gminy Lubartów dużo do powiedzenia ma miasto Lublin. Wiem z wiarygodnego źródła, że procedury trwają. Jedno jest pewne, że strona szwajcarska nie interesuje się już lokalizacją w mieście. Wiem, Gregor, że bardzo sceptycznie podchodzisz do sfinalizowania tej inwestycji w Rokitnie ze względu na słabe tempo uruchomionych procedur. Ja głęboko wierzę, że przy tak dużej elastyczności strony szwajcarskiej i porozumieniu pomiędzy miastem i gminą Lubartów za dwa lata, a może wcześniej ruszy budowa ZZO w Rokitnie. Przy okazji tego komentarza wrócę do naszego spotkania w ambasadzie z p. Kaufmannem. Tu podziękowanie dla Eli Wąs, która dała mi „kopa”, aby jak najszybciej umawiać się na to spotkanie. Dlaczego o tym wspominam. Z pewnością nie zapomniałeś Gregor atmosfery życzliwości i zrozumienia naszej determinacji. Atmosfery, z jaką spotkaliśmy się właśnie tam, w czasie rozmowy ze stroną szwajcarską w dniu 30 maja 2011r. O tym spotkaniu wszyscy chcą zapomnieć, a tak naprawdę właśnie wtedy sprawa poważnego konfliktu społecznego w Lubartowie została rzetelnie przedstawiona. Wcześniej w kwietniu p. Kaufmann otrzymał pismo naświetlające ten konflikt z kilkunastoma załącznikami – pismami kierowanymi początkowo przeze mnie, przez radnych miasta i powiatu, potem przez komitet protestacyjny do różnych urzędów i instancji. To pismo było pierwszą informacją dla strony szwajcarskiej, że w Lubartowie trwa prawie 3 lata protest przeciwko lokalizacji ZZO. O tym się nie wspomina, bo to z inicjatywy komitetu protestacyjnego. Wdzięczności dla nas, o której wspomniał p. Kaczmarek, za naświetlenie całej sytuacji - ze strony władz z pewnością nie będzie. Nieważne. Liczy się finał, a zatem dofinansowanie całego projektu przez stronę szwajcarską. Oby sprostano procedurom w narzuconych terminach, które będą ujęte w nowej umowie na dofinansowanie.
Przyczynek do badania dziejów samorządowej głupoty
Dobrze, że wspominasz o tym naszym spotkaniu ze Szwajcarami w Warszawie bowiem to ono demaskuje, w moich oczach, intencje i działania tej nowej lubartowskiej koalicji w sprawie zmiany lokalizacji sortowni. To, o czym się wtedy od Szwajcarów dowiedziałem, oraz to, jak ta obecna koalicja "wykorzystała" rezultaty naszej wizyty i jak potem prowadziła "dialog" społeczny stanowiło ostateczne zerwanie z iluzjami, że oni naprawdę chcą tej zmiany. Gdy to tego dodamy sposób prowadzenia sierpniowej sesji "blokadowej" i dążenie, nawet za cenę kłamstw i pomówień, do "pozytywnego" wyniku ankiety przez aktualną koalicję, to jak na dłoni widzę obłudę i zakłamanie tej "służącej ludziom" władzy. Zrobili wszystko, by lokalizację przy Lipowej utrzymać, a teraz robią wszystko, by zrobić ludziom wodę z mózgu, że oni tej zmiany chcieli, tak by uratować szwajcarską dotację. To wszystko brednie dowiedzione przez bieg zdarzeń.
Duskusja jak widać zeszła na
Duskusja jak widać zeszła na temat dyżurny. Jak zwykle zresztą sprawą pani Jublewskiej, która chyba powinna założyć własny bolg aby opisywać dokładnie i po kolei swoje dokonania i kolejne inicjatywy.
Tak też pewnie by było w przypadku połaczenia tych dwóch samorządów, że sprawy gminy byłyby marginalizowane przez radnych i mieszkańców miasta, którzy problemy jakiejś tam Woli Lisowskiej czy Wólki Rokickiej uznali by za nieistotne. Dla mieszczuchów i ich radnych patrzących z perspektywy lubartowskiego rynku ważne jest kilka uliczek koło ich domu i plac po targu na którym ciągle jeszcze można zbić kapitał wyborczy. Z gminy chetnie wzieli by oplaty i podatki z ulokowanych tu zakłady przemysłowych i za wysypisko. Przydają się też wiejskie dzieci w miejskich szkołach, których dzięki temu nie trzeba zamykać.
Przeciętny lubartowski mieszczuch okoliczne wsie zna tylko z niedzielnych rowerowych wycieczek przy ładnej pogodzie.
A jak już wybuduje na wsi dom i okazuje się, że czasami pada deszcz albo śnieg to zaczyna protestować, że nie ma asfaltu. Lubartów w swojej mentalności to taka powiatowa Warszawka i tak będzie jeszcze długo. Więc wy żyjcie sobie w glorii powiatowej aglomeracji a my tak normalnie - po wiejsku.
Lepiej tak jak jest, bo może być lepiej:)
@mieszkaniec:Ja zleciłbym przynajmniej jakiejś komórce analitycznej w Urzędzie Miasta, by opracowała wstępną, nieformalną analizę opłacalności takiej fuzji dla obu Gmin w świetle obowiązujących przepisów. Taki raport poddałbym dyskusji w wąskim gronie doradców, a potem ewentualnie przekazałbym swoje uwagi drugiej stronie. Jeśli uznano by, że warto to wtedy wyszlibyśmy szerzej.
Dzisiaj faktem jest, że żadna grupa interesu obu Gmin nie jest zainteresowana zjednoczeniem: redukcja etatów urzędniczych, redukcja mandatów radnych, dekompozycja istniejącego układu organizacyjnego i politycznego. Po co komu takie kłopoty? A że ludziom byłoby lepiej i łatwiej oraz koszty funkcjonowania samorządu by spadły, to i co z tego? Oportunizm i bierność.
Temat dyżurny - patrz sortownia
@mieszkańcu drogi, proponuję, abyś przeczytał jeszcze moje wyjaśnienie, a potem pomijał po prostu komentarze B. Jublewskiej. Zahaczyłam o informację zawartą w artykule Gregora, bo właśnie w sprawie płynących ze Szwajcarii pieniędzy Gregor miał wyrazić swoje zdanie w rozmowie telefonicznej z kolegą. Wyraził je krótko, bo chciał przejść do tematu połączenia obydwu gmin - miejskiej i wiejskiej. Tu nie podejmuję dyskusji, bo szkoda mi na ten temat czasu. Są władze zarówno w mieście, jak i w gminie i do nich należy podejmowanie trudnych tematów, czy spraw, poprzedzonych gęstą siecią formalności i procedur (zresztą dla dobra mieszkańców). Z twojego komentarza można wywnioskować, iż to marginalizowanie spraw mieszkańców gminy (w ewentualnej przyszłości) związane jest...nieważne, może źle to odebrałam. Chcę Ci jednak powiedzieć, że uczestniczyłam w jednym ze spotkań mieszkańców gminy z wójtem Bodziackim i kilkoma radnymi (16-go września 2009r. - w szkole w Wólce Rokickiej). Nasz protest trwał wówczas dokładnie rok. To nie było tak, że państwo z miasta chcą ,,podrzucić" Wam ze wsi coś, czego sami nie chcą. Chociaż do tego się to sprowadza i tak może wygląda. Po spotkaniu byłam jeszcze w (chyba) dwóch gospodarstwach i rozmawiałam z kilkoma osobami. W czasie wakacji też podjęłam takie rozmowy z kilkoma osobami z domostw położonych najbliżej wysypiska śmieci. Dlaczego to zrobiłam? Po prostu chciałam wyjaśnić pewne kwestie, które nie były dla mnie jasne po rozmowie z Przewodniczącym Rady Gminy Lubartów. Nie podejrzewaj mnie zatem o brak szacunku dla mieszkańców wsi. Ja swoje dzieciństwo i młodość spędziłam w Czemiernikach, a to też nie jest miasto. Mnie to absolutnie nie przeszkadza i nigdy się tego nie wstydziłam.