Rozmowy (nie)kontrolowane
Wracam dzisiaj samochodem z delegacji. Myśli krążą gdzieś w „kartoflach", gdy nagle sygnał claptonowskiej layli z komórki pobudza mnie do czynu:
- Cześć inżynierze – głos kolegi drąży słuchawkę przy uchu – widzę, że ci wycięli bloga u Jędryszki. - Eee, nic poważnego, to nawet lepiej, bo wzmoże zainteresowanie sprawą – próbuję bagatelizować incydent.
- Słuchaj, a co ty chcesz tym blogiem osiągnąć ?– kolega nie rezygnuje z przesłuchania:)
- No, chcę od czasu do czasu napisać coś, co wydaje mi się ważne z punktu widzenia publicznego. Aha, i sporadycznie jakąś impresyjkę n/t tego, co mi gra w duszy, np. o muzyce rockowej – tłumaczę się, jak mogę...
- Wiesz co – kolega nie odpuszcza – ty się musisz na coś zdecydować. Twoje wpisy tak naprawdę to są analityczne eseje, a nie osobiste uwagi. Blog to przecież jest rodzaj pamiętnika, a ty chcesz ludziom pisać drobiazgowe rozprawki. To nie tak. Po dwóch miesiącach będą mieli dosyć ciebie i twoich analiz – dokończył dzieła zniszczenia mojego szczątkowego w tym momencie samopoczucia:)
- Bo ja wiem – próbuję coś dukać w biernej obronie.
- Oczywiście, że tak. Ludzie chcą na blogach poznać człowieka od podszewki. Co myśli, co mu się nie udaje, co go wkurza, gdzie się wygłupił. Potrzebny im żywy facet, a nie robocop, co to pisze intelektualne smęty. Pokaż np., jak reagujesz, gdy dostaniesz na stół przypaloną zupę – nie popuszcza.
- O, co to, to nie. Moja żona gotuje znakomicie – zareagowałem na tyle wiarygodnie, że połowica byłaby zadowolona:).
- Aha, duzi chłopcy kochają swoje żony, bo gotują jak ich mamusie – kolega tokuje i ciągnie dalej – Te twoje wpisy są niezłe, zainteresowały niektórych. Ale to nie wszystko. Albo będziesz pisał eseje i zyskasz miano mądraliny dla niektórych, albo pokażesz, że jesteś jednym z nich. Z wadami, z wygłupami, z błędami. Przemądrzałych facetów, w dodatku w okularach, nikt nie lubi – sięga po broń ostateczną.
- Chyba za daleko idziesz – mówię mu pojednawczo – wcale nie miałem żadnych zamiarów na dalszą metę. Po prostu chciałem coś opisać, coś zrecenzować, coś obnażyć, to wszystko – tkwię dalej w defensywie słownej.
- No to spójrz na to tak: po co chcesz pisać dalej o muzyce sprzed trzydziestu, czterdziestu lat. Ludzie już wiedzą, że to twoje hobby, ale oni słuchają rapu, disco polo i Dody. Twoje muzyczne sympatie to dla nich skansen – kolega wciąż nie ustępuje.
- O Gosi Andrzejewicz to ja nie będę pisał - walę na odczepnego.
- Albo, dlaczego wciąż dokładasz Pani be i Panu ka? – łatwo będzie ci można wmówić, ze prowadzisz jakąś prywatną wojenkę – kolega wchodzi w nowy wątek.
- Chcę ich po prostu zdemaskować. Pokazać, że twarz, którą publicznie pokazują, jest nieprawdziwa – nieco się ożywiam, bo i temat nie martwy:).
- Zgoda, jeśli chodzi o cele, ale metoda jest beznadziejna. Oni już i tak nikogo nie przekonają w następnych wyborach, że, oprócz własnego koniuszka nosa ,chcą rozwiązywać jakieś społeczne problemy. A ty z nich robisz po prostu ofiary swojej napaści. Tak cię będą malować. Odpuść sobie, zostaw ich, sami bez twojego wsparcia i zaplecza obnażą się wcześniej, czy później. Daj spokój – kolega najwyraźniej dzwonił na czyjeś zlecenie:).
- Podsumujmy rozmowę – chcę się uwolnić od dalszych dywagacji – mam przestać dokonywać problemowych , analitycznych wpisów, pokazać umiłowanie kultury masowej, założyć chustę na głowę i krakać jak wszystkie wrony – czy tak? – wbrew założeniu brzmię zaczepnie.
- To nie tak. Pisz te swoje analityczne wprawki, ale krótkie i rzadko. Pokazuj, jak kiedyś, jakieś pozytywne przykłady, że można lepiej, inaczej. Dokonuj częstszych wpisów rodzajowych – właśnie pamiętnikarskich. Pokaż, że jesteś stąd z Lubartowa, chodzisz tymi samymi ulicami, co oni i masz takie same problemy, jak oni. W przeciwnym razie ludzie będą uważali, że nie robisz nic, tylko siedzisz przed komputerem, walisz na okrągło w klawiaturę, ciągle pouczasz i nakazujesz. Ja wiem, że jest inaczej, ty też wiesz, że te teksty powstają ci tak, jakby nigdy nic, ot tak od niechcenia. Ale z zewnątrz może wyglądać to całkiem odmiennie – kolega chłostał mnie coraz bardziej.
- Wiesz co, ja już pozytywnie pisałem kiedyś w „Echu Lubartowa". Pies z kulawą nogą się tym nie interesował – przystąpiłem do systemowej obrony – O muzyce rockowej będę pisał, choćby tylko dla jednej osoby, bo to mi leży na wątrobie. Obiecuję, że tylko wtedy, gdy nuta będzie ciekawa:). - I na koniec ci powiem, że w zasadzie masz rację we wszystkim. Dlatego, tak trudno mi to od razu przyjąć. Uznałem cię właśnie za przemądrzałego snoba – próbowałem przechytrzyć kolegę jego bronią.
- Dobra, rób, jak chcesz. Alę widzę, że załapałeś o co biega – kolega nie wypuścił mnie ze swoich łap.
- Zobaczymy. Muszę już kończyć, bo śnieg zaczął padać na drodze – wykręciłem się od dalszej konwersacji.
Cholera, może ma rację...


Kontakt:
Gregor
masz bardzo rozsądnego kolegę... on ma w 100% rację!!! Miałam chęć powiedzieć Ci to samo, ale nie znam Twojego numeru telefonu:)))
taaa
Ted wprawdzie mówił, że nie będzie się tu drukował...
Ted wprawdzie mówił, że nie będzie się tu drukował...
Koń już się śmieje i doradza.
Tekst faktycznie, jak po innym ojcu
Długi, ale nie nudny. Lekko przebrnąłem przez całość i przyznaję,że wielce się różni od poprzednich wpisów, na korzyść ostatniego. Dobrze obmyślana treść realizuje cel, który jest autopromocja. Za taką reklamę można dać parę złotych lekką ręką...Może Stodiabłów powziął słuszne podejrzenia,ale zmiana wizerunku idzie w dobrym kierunku.
Za to ten skolimowski popełnia teksty podobne do tomali. Koń? Jaki koń?
E tam Zenek...
@Zenek:Tomala jest jedyny w swoim rodzaju:))) Nie do podrobienia!!!
efka, żartujesz?
@efka:Dam próbę twórczości własnej, nie odbiegającej wartością literacką ani ciut, od tej prezentowanej przez naszego indywidualistę językowego.
Będzie to parafraza definicji terminu poezja:
Najdawniejsze już terminu to wszystkich literatury utożsamienie dzieł pięknej poezją z że utworów pisana mową a pisane cenione niżej
Polecam sprawdzić na wikipedii. Adam Słodowy zdradziłby tajemnicę warsztatu, polecając domorosłym literatom zjadanie co drugiego słowa. Smacznego!
To tyle w temacie osób trzecich;)
Nie dałeś rady Zenek:)))
@Zenek:Robert by tego aż tak nie spartolił:))) Mów co chcesz, ja tam lubię podumać, co też tym razem nasz poeta miał na myśli... nie zawsze mi się udaje odgadnąć, ale jaką mam satysfakcję, jak coś w końcu rozgryzę:) Zobaczysz... Któregoś dnia Robert nas wszystkich zaskoczy i ujrzymy logiczny, poprawny gramatycznie i ortograficznie wpis... tylko, czy taki Tomala będzie się nam jeszcze podobał?:))))
Trudno sobie wyobrazić, żeby mi się kiedyś spodobał...
@efka:Kiedy nauczy się pisać poprawnie/w miarę poprawnie/ - jedno mu zagwarantuję. Zostawię jego teksty bez komentarza :))
Gregor, Twój kolega nie ma
Gregor, Twój kolega nie ma racji. A nawet jeśli będziesz chciał pisać o rocku to tego przynajmniej jednego czytelnika już masz. Mnie :)
Dobrze skonstruowane opowiadanie
z ciekawymi dialogami i barwna postać narratora z nutką autoironii:))) Zenek dobrze gada, czyta się lekko i przyjemnie. Może niekoniecznie o muzyce rockowej, za którą osobiście nie przepadam, ale jakąś powieść mógłbyś napisać:)))
faktycznie
mnogość znaków,forma i symbole,konkrety buduje wizerunek humanisty ,aż do bólu szuka prawdy przekraczając samego siebie.Twórczy entuzjazm udziela się bliskim i oczywiście rodzinie z płodów wyobrażeń buduje wizerunek siebie i otoczenia nie będąc romantykiem staje się nim.Zastanawiam się czy można wierzyć Panie Gregor Pańskiemu Słowu.
Panie Skolimowski jeżeli jest to próba naśladowania mnie to przykro mi ,się chyba nie da.
bułahaha
Warszawa okazuje się bardzo blisko. Telefon internet służy różnym celom bez znaczenia jest odległość jest czas na konsultacje z Panem inżynierem.Zenek czuwa pod różnymi postaciami.
ted
pozdrawiam ciebie mam nadzieję że już lepiej się czujesz a zauważyłem że w miarę dobrze bo masz niezłą zabawę jak widzę.